ThemeIsle Premium WordPress Themes & Plugins

    Kilka godzin przed premierą „Bohemian Rapsody” na Facebook’u podzieliłam się moimi wątpliwościami…

    „Freddie, Oh Freddie! Czemu urodziłam się tak późno!
    Nie zdążyłam” m.in. na Nirvanę z Kurtem, Dżem z Ryśkiem czy Queen z Freddiem…
    Misio postanowił w jakiś sposób wypełnić moją muzyczną pustkę w sercu i razem idziemy na premierę Bohemian Rapsody!
    Szczerze, nie wiem sama, czego się spodziewać po filmie, ale mam szczerą nadzieję, że muzyka Queen’ów w połączeniu z kinowym nagłośnieniem i wielkim obrazem da mi namiastkę „bycia” na jednym z ich koncertów!
    Co do samej historii członków zespołu Queen, którą w „czeskiej piosence” przyjdzie mi obejrzeć, nie nastawiam się zupełnie na nic. Bo – jak to często bywa, niestety – Hollywoodzkie produkcje potrafią w bardzo atrakcyjny dla zwyczajnego widza sposób „dostosować” historię do postawionej tezy. Jeśli interesujecie się trochę muzyką, wiecie, że Freddie był postacią nietuzinkową, niedającą się wpisać w żadne ramki. Nawet jak na swoje szalone czasy, był za pan brat z kontrowersją. Czy reżyser i scenarzyści odważyli się, choćby w części, pokazać wszystkie odcienie Mercury’ego?”

    Po powrocie do domu, pełni emocji rozłożyliśmy sprzęt i zabraliśmy się za nagranie recenzji – filmik od kilku dni jest już na Youtube:

    Recenzja Bohemian Raphsody
    Co myślę o tej produkcji, kiedy emocje już opadły?

    Zacznijmy od początku, podczas rozmów na Facebook’u pojawiły się głosy, że nie jest to biografia, cóż odniosłam się do tego, jak film jest określany przez producentów i portale filmowe: „Biograficzny, Dramat muzyczny”. Tutaj pojawia się pytanie, czyja jest to biografia, Freddiego czy Queen. Moim zdaniem określenie tego jednoznacznie jest niemożliwe – akcja filmu zgrabnie prześlizguje się po (wybranych) najciekawszych wydarzeniach z życia Freddiego, które płynnie przeplatają się z historią całego zespołu. Niestety, z której strony nie spojrzeć, obraz wygładza sylwetki bohaterów. Tak naprawdę, nie wiadomo jakie życie naprawdę prowadził Farrokh. Każda osoba, która choć trochę interesowała się jego życiem wie, że było ono pełne kontrowersji, seksu, alkoholu i narkotyków. O części z nich nie dowiemy się z tej produkcji.
    Nie oznacza to, że film był zły! Dla każdego fana zespołu to nie lada gratka posłuchać muzyki swoich idoli w takiej jakości. Natomiast dla młodych ludzi, dla których Queen jest majakiem przeszłości, a nie królem sceny, jest to dobre dzieło, by zaszczepić w nich ciekawość, a może i miłość do ich twórczości.

    Z jednej strony złości mnie rozbieżność w latach, przekłamania w kluczowych momentach, ale czy mogę mieć o to pretensje, wiedząc, że film trwał zaledwie 2 godziny? Z jednej strony nie! Ponieważ w tak krótkim czasie, nie da się w pełni pokazać zdarzeń mających miejsce w ciągu kilkunastu lat. Z drugiej strony, nie potrafię zrozumieć czemu dotyczą one tak ważnych chwil, jak rok poznania diagnozy czy rok i sposób, w jaki Freddie poznał swojego wieloletniego partnera, który był z nim do końca jego życia. Czy takiej osobie nie należał się szacunek o twarzy prawdy?
    Każdy fan wie, że główny bohater pochodził z Zanzibaru, a co za tym idzie, miał brązowe oczy. W filmie odpowiada za to tylko gra światła bądź obróbka komputerowa, a jak wiadomo, nikt nie jest nieomylny… W ostatniej scenie filmu Freddie ma oczy niebieskie! Wpadka tłumaczona jest tym, że Rami Malek nigdy nie nosił szkieł kontaktowych i nie chciał tego zrobić na potrzeby produkcji.

    Pozwól, że pozostawię to bez komentarza.

    W Listopadzie 1991 roku Freddie podczas rozmowy z menadżerem zespołu powiedział: „Możesz zrobić, co chcesz z moją muzyką, ale nie pozwól, bym stał się nudny”. Nie uwierzę, że uczestniczący przy tworzeniu filmu Brian May, nie znał tej wypowiedzi…

    Moim zdaniem Bohemian Raphsody jest hołdem dla całego zespołu, nie zaś biografią/opowieścią z perspektywy Mercurego — a na taki film długo byliśmy przygotowywani przez media.

    Chociaż Rami Malek jest fenomenalny, w scenach koncertowych ocierający się niemal o geniusz w naśladowaniu ruchów Freddiego znanych nam z nagrań koncertów i stara się jak może, by wyciągnąć z postaci jak najwięcej… w scenariuszu zabrakło miejsca dla pełnego pokazania osobowości Mercurego, jego podejścia do występów i życia prywatnego. Osobowość Freddiego, kontrowersje wokół zespołu a wraz z nimi cała historia zostały wygładzone, stonowane i przelane w naprawdę ładny „film-pomnik”, w którym w zasadzie nikt – oprócz Paul Prenter’a – nie został przedstawiony w złym świetle.

    Jeżeli interesujesz się trochę historią Queen i Freddiego a chcesz wybrać się do kina właśnie na ten film, nie spodziewaj się, że wciśnie Cię w fotel przedstawiona w nim historia, ale z pewnością zrobi to muzyka!

    Jeśli zespół Queen znasz tylko z radia i wymienisz z pamięci kilka ich utworów, to film na pewno przybliży Ci sylwetki osób z zespołu, pokaże niekonwencjonalne sposoby i podejście do nagrywania utworów, a ich muzyka, w połączeniu z głośnikami i akustyką sali kinowej, przeniosą Cię do lat 70 i 80.

    Posts created 27

    5 thoughts on “Recenzja Bohemian Raphsody.

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

    Related Posts

    Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

    Back To Top