1. Tekst ma charakter satyryczny – taka wskazówka na początku, jak prompter z napisem „śmiać się” podczas sitcomów na żywo.
  2. Piszę to ja, Misio, bo przegrałem zakład… (jak zwykle – i już wiecie czemu mam zakaz gry w totka…)

Jeśli to czytasz, zapewne jest już dla Ciebie za późno. W wyszukiwarce wpisujesz frazy „życie z blogerką”, „moja kobieta jest blogerką”,
„ona bloguje”, „jak nie umrzeć z głodu przed zrobieniem zdjęcia jedzenia w restauracji”, „czy zimna kawa po sesji zdjęciowej szkodzi?”.
To znak, że twoja kobieta jest blogerem, influencerem lub youtuberem.
Jeśli jeszcze jednak nie zrobiłeś tego błędu i nie zostałeś „dobrowolnie” zatrudniony na pół etatu jako pomoc blogerska, czytaj uważanie.

Ku przestrodze…

Zaczęło się niewinnie, zupełnie normalnie. Nikt o zdrowych zmysłach nie podejrzewał katastrofy.

„Jeśli natarcie idzie zgodnie z planem, to znaczy, że wchodzisz w zasadzkę”.*

Tak właśnie było…
Kochanie, czy możesz mi pomóc?” – ile ja bym dał, żeby w tamtym momencie oschle powiedzieć, NIE, odwrócić się na pięcie i ostentacyjnie wyjąć piwo z lodówki. Ale nie… „a w czym, pysiaczku?” – pamiętam, jak przez mgłę, jakby te słowa wyrwały się z moich ust mimowolnie, wypowiedziane przez kogoś innego…
Potrzebuję drobnej pomocy, bo wiesz, sama sobie nie poradzę i przyda mi się męska pomoc :*
– Ależ to było poniżej pasa… kobieta w opresji, potrzebny męski heros i buziaczek… ten cholerny buziaczek… zupełnie straciłem poczucie rzeczywistości! Bestia rozwiera paszczę, a ja, zamiast uciekać, walczyć, grzecznie idę w jej kierunku, posypując się po głowie i pod pachami przyprawami dla lepszych wrażeń smakowych… „No jasne, w czym Ci pomóc cudowna niewiasto?” – właśnie tym momencie
rozlega się chichot czarownicy. Za oknem robi się ciemno. Tylko pioruny rozjaśniają ponure niebo i wnętrze tego,
co kiedyś było moją przystanią, oazą spokoju… domem…
Muszę strzelić jedną foteczkę produktową, to potrwa tylko chwilkę!” – uciekaj, uciekaj, jeśli to słyszysz, jeszcze nie jest za późno!
Jeszcze możesz, wyjść na szowinistyczną świnię mówiąc, że robienie zdjęć kremikom, maseczkom i innym czopkom jest dla bab!
Jeszcze… jeszcze możesz… proszę… uciekaj!

„Sponio! Będzie git, w końcu to wspólnie spędzony czas!” – Nie było. Głupi Miś… GupIś… GuMiś?!
Ile czasu trwa zrobienie zdjęcia, którego wizję i pomysł „Wielki Blogier” pielęgnował w swojej rudej główce?
No ja myślałem, że jak już wiesz, co masz zrobić, to bierzesz aparat, ustawiasz statyw, cyk i po robocie. Na takiej samej zasadzie,
jak zrobić obiad. Skoro wiem, co mam zrobić, idę do sklepu, następnie, co garnkowe do garnka, co do smażenia to na patelnię,
pokroić pomidorki, cebulkę i na szczycie „sałatki” zrobić serduszko z ziół prowansalskich (taki life-hack dla facetów, jak zapomnisz kupić ziółek, to strzel gdzieś na żarciu wzorek, jakby co, to mówisz, że dizajnerski sposób przygotowania miał być, a nie że suszu zabrakło… i git).
Nie… to nie jest takie kurła proste… nie zdjęcie. Albo nie zdjęcie na bloga. Albo nie zdjęcie na bloga wielkiej wampirz…blogerzycy!
Bo najpierw to trzeba znaleźć światło… i nie wystarczy ot tak, postawić tam lampę na statywie, wyglądająca — nomen omen — jak podświetlona deska klozetowa (LED-deska do WC – pomysł na biznes idealny?!)… Nie

Najpierw trzeba ogarnąć, czy światło za oknem jest ok, nie za ciepłe, nie za zimne (no to wsadź łokieć za okno i sprawdź!), a jak za ciepłe to zasłonić okno, a jak za zimne to nie zasłaniać, albo zasłaniać, ale w połowie, albo innym kolorem… i latam z jakimś prześcieradłem po drabinach, tu zasłaniam, tu odsłaniam, cuduję… „jednak bez zasłonki, misiu, bo słonko już zachodzi” – no nie dziwne, skoro 45 minut „regulowałem” zasłony, żaluzje itp… W październiku… po 18:00…
Dobra, światło jest za oknem. Lampa stoi na statywie, aparat na statywie i cyk… Heheh… NIE!
Bo lampka klozetowa odbija się od powierzchni pudełeczka kremu do… twarzy. „Więc trzeba przestawić lampkę, ale nie tak, że na statywie. Nie. Oj wejdź na krzesełko, poświeć z prawej, albo z lewej – JAK NIE MASZ RÓWNOWAGI to wystaw lewą nogę nad aparatem i odegnij pod kątem 90*, powinno pomóc – no jak świecisz! SERIO?! Nie możesz 15 sekund (*jak dla mnie minut, ale co ja wiem…) w bezruchu??!!”. Statyw-manekin ustawiany jest ręcznie do osiągnięcia celu. Ręce cierpną, strach się ruszyć, pot ścieka z czoła… byle nie trafić kroplą w „oko” aparatu, bo czyszczenie zajmie wieki, a ty będziesz stał tak za karę, aż blogier wyczyści…
No dobra, to już robię za doświetlenie, ale coś mnie nie gra. Bo w sumie to świecę tylko na pusty blat… o nie… Ustawianie całego setu! Ale ona przecież wie, przecież ma wizję, ona… ona na 100% zrobi to w maks. Drugim podejściu!
Nie mylę się. Po 45 zdjęciach różnych konfiguracji w pierwszej pozycji „doświetleniowej”, w drugim podejściu i drugiej pozycji „doświetleniowej”, jakichś 30 kolejnych fotografiach 10 konfiguracji, udaje się zrobić zdjęcie.
Wycieńczony, wygięty w chińskie osiem, z lampą klozetową w jednym ręku, blendą w zębach i przeciwwagą w drugiej dłoni, mogę zejść z krzesła. Jeszcze tylko pochować cały zdjęciowy burdel i jestem wolny. I mogę porobić coś swojego… ale szybki kontrol na zegarek – 22:30… no to sobie pooglądałem mecz, pograłem na komputerku, poczytałem książkę. Czas pod prysznic i spać, bo jutro znowu do roboty…

„Dziękuję Misiu, bez Ciebie by tak ładnie nie wyszło! :* ”

– Warto było… 😉

Misio

Posts created 31

2 thoughts on “Męskim okiem, czyli jak przegrałem życie i zostałem pomocnikiem „blogiera” na pół etatu.

    1. Sesja zdjęciowa Blogiera to chyba materiał na osobny artykuł i to w formie „świadectwo tych, którzy przeżyli”… Podczas sesji zdjęciowej ZAWSZE zasłaniam się „wizją artystyczną”, względnym pojęciem „sztuki”, „niezrozumieniem artysty” albo starym dobrym wytłumaczeniem „Paaaani, taka technologia wykonania”. Możesz także użyć argumentu ostatecznego „O! tutaj jest samo wyzwalacz…a ja idę po piwo”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top