fbpx

Czego nie mówią nam poradniki życiowe i biznesowe?

Zastanawialiście się kiedyś, kim jesteście? Jak odbiera was osoba z zewnątrz? Czy wasze wewnętrzne wyobrażenie odpowiada zewnętrznym reakcjom? Na pewno! Czytaliście pewnie miliony złotych myśli, jak być szczęśliwym, jak się rozwijać, jak być pewnym siebie, jak zostać człowiekiem sukcesu…
A potem wracacie do domu, zawijacie się w kocyk i cichutko płaczecie, bo większość rad okazała się słaba lub wręcz bezużyteczna a wasze najbliższe środowisko stwierdziło, że (w najlepszym wypadku) zostaliście wielkimi bucami lub (w najgorszym przypadku) macie depresję i czas na terapię.
Dlaczego tak się dzieje i czego nie dowiecie się z „pro-tipów” życiowych i innych poradników?
Każda szanująca się książka poradnikowa musi na okładce zapewniać, że po jej przeczytaniu Twoje życie odmieni się nie do poznania, niemal jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Czego więc nie mówią nam wszelkiej maści poradniki?

Egoizm to podstawa sukcesu!

Jest w tym dużo prawdy, że postawa egoistyczna jest ważna dla naszego szczęścia i sukcesu. We wszelkich poradnikach nie znajdziemy jednakże prostej instrukcji, jasno wskazującej co jest zdrowym egoizmem, a co podchodzi pod bycie zwykłym bucem i pępkiem świata. Pusty frazes, który znacie na pewno, jeśli czytaliście choć jeden taki poradnik, brzmi „nie pomożesz innym, jeśli najpierw sam nie będziesz miał z czego pomagać”. Uproszczone do granic możliwości i wyświechtane stwierdzenie, bez odpowiedniej narracji, prowadzi do jednej zgubnej rzeczy – zawsze przeliczaj, czy wykonana czynność może przynieść mi wymierne korzyści.
W biznesie oczywiście nie ma przyjaciół, nie pożyczasz komuś pieniędzy na inwestycję lub rozkręcenie biznesu bez ustalenia procentu lub innego benefitu. Jeśli ktoś oczekuje, że mu pomożesz za darmo w zarabianiu pieniędzy i jest wielce zdziwiony, że jednak chcesz coś w zamian (od zniżki na usługę lub towar po udział w zysku po rozkręceniu biznesu) to nie wchodź z nim w żadną spółkę. Tutaj taka zasada ratuje Cię przed wtopieniem kasy, bo jeśli ktoś na etapie rozwoju biznesu nie zamierza iść do banku, bo wie, że od spłaty kredytu bankowego nie ma ucieczki, masz pewne „jak w banku”, że jeśli pomysł nie wypali to o odzyskanie „długu”, który nagle będzie nic nieznaczącą przysługą, będzie coraz ciężej.
Problem z egoizmem zaczyna się wtedy, gdy przeliczamy na ewentualną korzyść pomoc przyjaciółce w przeprowadzce, zawiezienie kogoś do lekarza, poratowanie kilkoma złotymi kogoś bliskiego, kto znalazł się w trudnej sytuacji z różnych powodów (nagła choroba, kradzież, wypadek itp.). Jeśli takie rzeczy przeliczasz na korzyść, to możesz być pewnym jednej rzeczy, szybko zmienisz otoczenie na samotność a status społeczny z „przyjaciel” na „sęp”.
Jeśli natomiast postępujesz w sposób zgodny z logiką i szacunkiem dla ludzi z twojego otoczenia, też możesz wyciągnąć z tego wymierną korzyść. Jeśli ty pomożesz komuś 2-3 razy, natomiast dla Ciebie ta osoba jakoś nigdy nie ma czasu, przestawia akurat fortepian u babci lub zostawiła „żelazko na gazie”, odnosisz korzyść w postaci usunięcia tej osoby z puli „ważnych” i przesunięcia do „znajomych”.

Zmień otoczenie, bo ono Cię „ogranicza”.

To stwierdzenie występuje również pod inną, bardziej drastyczną wersją, „przebywając z ludźmi biednymi, sam będziesz biedny”. Co masz więc począć? Trzeba odciąć się od znajomych, tych biednych i przykleić do innych, tych bogatych. Ale skąd ich wziąć?
W dobrej książce napiszą, że czas wyjść do ludzi, zapisać na jakieś zajęcia, kursy, szkolenia, grupy dyskusyjne w celu poszerzenia horyzontów i znajomości… ale często nie ma nawet takiego naprowadzenia.
Wyobraź sobie, że dziś, z dnia na dzień, możesz spotykać się wyłącznie z ludźmi lepiej sytuowanymi, natomiast resztę wpisać na czarną listę z dopiskiem „biedota”. Ani to fajne dla Ciebie, tak społecznie, bo ograniczasz się do wąskiej grupy znajomych, ani miłe dla psychiki, kiedy odmawiasz spotkania koleżance czy koledze, bo aktualnie studiuje, mieszka u rodziców i pracuje w sklepie za ladą.
A co będzie, kiedy ten znajomy skończy studia czy jakiś specjalistyczny kurs i jego pensja wystrzeli 2 lub 3 razy ponad twoje widełki? Nagle sobie o nim przypominasz i prowadzisz rozmowy o biznesie? Dzwonisz i mówisz, że skoro już przestał być biedotą, to teraz możecie się już znowu zaprzyjaźnić? Chyba tak to nie działa…
Nigdy nie wiesz, jak potoczy się życie twoich znajomych, nie wiesz, czy nie zaliczą spektakularnego awansu lub sromotnej klęski. Każdy z nich jest inny, od każdego możesz czegoś się dowiedzieć, nauczyć, nawet jeśli jest to wzorzec negatywny, czyli nauczysz się na jego błędach. Pamiętaj, wrogowie znajdują się sami, o dobre relacje trzeba zabiegać!
Poza tym, w ilu książkach napisali, skąd brać tych nowych i od razu bogatych znajomych?

Podejmuj ryzyko! Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana!

To mój ulubiony punkt, zwykle występuje gdzieś pośrodku „pro-tipów” i łączy się z punktem o egoizmie, zmianie myślenia na myślenie zwycięzcy itp. Oczywistym jest, że ryzyko w życiu podejmować trzeba. Życie to sztuka wyborów, a czasem wyborów między mniejszym lub większym złem.
Problem w tym, że w większości opracowań nie znajdziesz nawet definicji ryzyka. Dla jednych ryzykiem jest wyjście z domu bez parasola, seks bez zabezpieczenia, poproszenie o podwyżkę w pracy, a dla innych będzie to inwestycja w bitcoiny lub złożenie wypowiedzenia i szukanie nowej, lepiej płatnej pracy albo pójście na żywioł, rzucenie studiów i próbowanie własnego biznesu.
Jeśli powiążemy ryzyko z podejmowaniem decyzji, to definicja przedstawia się następująco – jest to wybór, którego skutkiem równie dobrze może być zysk lub strata. Schody zaczynają się w momencie, kiedy trzeba napisać coś o bilansie, ilości „ryzyka w ryzyku”, jego minimalizowaniu, przygotowaniu na skutki.
Weźmy ryzyko w postaci rzucenia studiów i rozkręcenia biznesu – chyba dla każdego zdrowo myślącego człowieka jest to wysoki stopień ryzyka.
Krótko pokażmy, co można zyskać:
+ niezależność finansowa
+ robienie tego, co się lubi
+ spełnienie zawodowe
A po stronie minusów?:
– płynność finansowa
– brak wykształcenia i potencjalny problem ze znalezieniem pracy „na etacie”, jeśli nie wyjdzie
– pozostałe po niewypale długi
Nie chcę tutaj pisać, czy pomysł jest dobry, czy zły, bo OCENA ryzyka należy do osoby podejmującej decyzję. Warto jednak pomyśleć o planie B – co zrobię, jeśli nie wyjdzie? Wystarczy jeden nieuczciwy kontrahent i wpadasz w długi. Czy mam alternatywę? Czy pójdę do byle jakiej pracy, czy mam co i jestem gotów sprzedać na poczet długu (samochód, mieszkanie)? Ryzykować trzeba, czasem okazja i decyzja musi być szybka, ale nie można robić tego bez analizy „worst case scenario” i przemyślenia „a co jeśli…”! Ktoś powie „jak będziesz tak myśleć, to sparaliżuje Cię strach i nie podejmiesz decyzji mogącej zmienić twoje życie!” – tak to prawda, pytanie czy dla każdego skok na głęboką wodę to najlepszy sposób na naukę pływania. Może warto zacząć od mniejszych „ryzyk”? Przełamać się i pójść po podwyżkę? Wysłać 20-30 CV licząc na lepszą ofertę? Zapisać na upragnione lekcje tańca?
Wielu ludzi, z roczników 1980-1990 była uczona w domu, że ryzyko jest złe, a zło jest złe. Szkoda więc, że nikt nie wpadł na to, żeby udostępnić literaturę dotyczącą samej kalkulacji ryzyka, pogłębić analizę tego zjawiska, a często nachalnie namawia do jego podejmowania ludzi, którzy są nauczeni ryzyka unikać za wszelką cenę.

„W tej książce/poradniku/pro-tipach nie podam Ci na tacy prostych instrukcji, co i jak zmienić…”

Przy pierwszym kontakcie z tego typu opracowaniami doznajesz dysonansu poznawczego. Na okładce piszą, że książka łatwo i przystępnie, w pięć minut, zmieni twoje życie, a autor na początku zastrzega, że nie znajdziesz tu prostych wytycznych i odpowiedzi…
Poniekąd łączy się to z powyższymi punktami, które już zobrazowałam. Autor mówi, co masz zmienić, w jakim kierunku szukać zmian, natomiast nie mówi jak zacząć się zmieniać. Bardzo mało opracowań zawiera prawdziwe, ale niepopularne stwierdzenie, że zmiany wymagają czasu i wprowadzenie wszystkich złotych myśli na raz, jest nie możliwe, destrukcyjne i działa na krótką metę. Żeby coś weszło nam w krew, musi być mozolnie i systematycznie wykonywane, tylko wtedy wejdzie w kanon naszych zachowań. Łatwo zmienić się na jeden dzień, gorzej utrzymać te zmiany na dłużej, a jeszcze trudniej zamienić stare nawyki na nowe.

Czy uważam poradniki życiowe i biznesowe za wyciągnie kasy?

Absolutnie nie, uważam, że każdy powinien przeczytać przynajmniej jedną z takich książek w roku. Nie po to, żeby się nagle zmienić, ale zobaczyć drugi punkt widzenia, wyciągnąć coś dla siebie, dostosować swoje zachowania do pewnych wzorców. Krótko – rozwijać się.

A wy? Czego jeszcze nie znaleźliście w poradnikach, co – według was – powinno być w nich poruszone?

Posts created 74

7 thoughts on “Czego nie mówią nam poradniki życiowe i biznesowe?

  1. Bardzo często zastanawiam się nad tym jak odbierają mnie inni i chciałabym na siebie kiedyś spojrzeć z boku 😂

  2. Rzadko czytuję poradniki życiowe, a biznesowych wcale. Miałam wczesniej doswiadczenia z takimi książkami – i przeważnie był to ten sam coachingowy bełkot, podany na tysiąc różnych sposobów – dlatego się zniechęciłam. Są natomiast książki nie będące poradnikami , które wiele zmieniły w moim życiu.

    1. Masz rację. Porady w rodzaju „bądź jak…”, „zmień swoje…” bez wyjaśnienia od czego zacząć, jak to zrobić, przykładów z życia, to nic innego jak zbiór złotych myśli. Większość ludzi chyba wie, gdzie ma problem, ale chce dowiedzieć „co” zmienić i „jak”, a nie tylko „co” i potem różni „coache” i specjaliści od rozwoju dziwią się, że ludzie uważają ich za naciągaczy.

  3. Kiedyś intensywnie czytałam takie poradniki bo wydawało mi sie, ze dzieki nim będe w stanie lepiej poukładac swoje życie. Jednak nie można dopasować poradnika do każdej osoby bo każdy jest inny. Jedna rada jest odpowiednia dla jednej osoby, druga rada jest odpowiednia dla drugiej osoby. Najgorsze są chyba poradniki biznesowe. Przekonują nas , ze wystarczy pewność siebie. A nie silna praca oraz konkretne umiejętności. Pewność siebie owszem ma znaczenie, jednak jedynie konsekwencją oraz pracą mozna osiągnąć sukces….

    1. Myślę, że zbyt wiele osób pokłada nadzieję w takich poradnikach, kiedy one powinny być jedynie wskazówką, a nie lekiem na całe zło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top