Polacy uwielbiają być oszukiwanymi i jeszcze się tym szczycą i chwalą. Niemal trzy dekady „wolności”, „demokracji” i „kapitalizmu”, a my nadal dostajemy głupawki przy kupowaniu różnych produktów — porównywalnej do wpuszczenia małego dziecka do cukierni z banknotem o nominale 50 złotych…

Aktualnie w telewizji kręci się już kampania pt. „Black Friday”, wielkie rabaty, wielkie zniżki, oszczędności idące w setki złotych! Ta… przyglądając się ofertom, można zobaczyć, że największe obniżki w złotówkach mają sprzęty wyjątkowo drogie, na które mało kto może sobie pozwolić. Pozwala to upiec dwie pieczenie na jednym ogniu – sklepy unikają odpowiedzialności za reklamę wprowadzającą w błąd, a oprócz tego mogą się pochwalić obniżką „nawet DO 2500 PLN!”. Jeśli opuścimy o 10% cenę telewizora ultra-hiper-full-4k ze wbudowaną fontanną, ekspresem do kawy i goglami do wirtualnej rzeczywistości wystawianego normalnie za 25 000 PLN, uzyskamy niezbędną dla prawa reklamy kwotę rabatu 2500 PLN. Wiemy, że klientów na tego typu sprzęt i tak jest niewielu (kto kupuje telewizor w takiej cenie?), a „ilość towaru jest ograniczona”.
Niektórzy skupią się jednak na stwierdzeniu, że przeceny „nawet DO 2500 PLN” i z wizualizują swoje marzenie, np. laptop, z rabatem 50%. Niestety, ich Laptop, o ile w ogóle znajdzie się w ofercie promocyjnej, raczej nie ma szans stanieć o więcej, niż kilkadziesiąt złotych. Nie wierzycie?

Jeśli cieszysz się na myśl o tym, że podczas Black Friday uda Ci się kupić coś w naprawdę okazyjnej cenie, to możesz się przeliczyć. Z danych Deloitte za rok 2017 wynika, że obniżka cen w tym dniu tj. 24 listopada zeszłego roku w porównaniu do poprzedzającego piątku 17 listopada  wyniosła zaledwie średnio 1,3 proc*.
Spośród 150 przeanalizowanych produktów w przypadku 109 obniżono cenę o średnio 2,3 proc. Z kolei ceny 35 produktów poszły w górę w porównaniu z piątkiem tydzień wcześniej. Ich ceny wzrosły średnio o 1,2 proc. Najbardziej podrożały konsole, książki i płyty CD, gdzie podwyżki sięgały nawet 7,6 proc.**
Jak będzie w tym roku? Jeszcze nie wiadomo, ale nie spodziewajcie się wyprzedaży na poziomie Amerykańskim, czyli od 30 do 70%.
Żeby się nie przejechać na „promocji”, koniecznie przeczytajcie mały poradnik o tym, jak rozpoznawać prawdziwe okazje.

 

 

Black Friday to jeden z przykładów, jak lubimy wierzyć okazje i dobre serce sprzedawców. Trochę jak przy kupnie używanych samochodów. Skoro klient oczekuje za 12-15 tysięcy samochodu 10-letniego z przebiegiem 150-180 tys. kilometrów to sprzedawca „dopasuje się” do wymagań klienta.

Naprawdę nie potrzeba umiejętności czytania pism magicznych, bycia członkiem loży masonów albo mieć wujka w zakonie Iluminati, żeby się zorientować, który samochód został „przekręcony” zaraz po przekroczeniu granicy. Wystarczy wejść na najpopularniejsze portale do wyszukiwania samochodów za granicą i nagle się okaże, że pojazdy sprowadzone do Polski są sprzedawane za stratą dla handlarzy! A właściwie, to bardziej opłacałoby się Niemcom kupować u nas i sprzedawać u siebie!
Chyba każdy samochód wystawiony na sprzedaż w Niemczech, mający w okolicach 10 lat, z przebiegiem poniżej 200 tys. kilometrów, jest droższy od „identycznego” już sprowadzonego do Polski o jakieś 2 do 4 tysięcy złotych… a gdzie koszty transportu itp.?
Wystarczy jednak ustawić przebiegi tego samego modelu na „300 tys. i więcej” i nagle ceny wydają się już jakby bardziej akceptowalne a wręcz atrakcyjne… no tylko ten „ogromny przebieg”. I właśnie tutaj wchodzą handlarze. Lecą z lawetą na ogromny plac gdzie stoi kilka setek aut. Tam pobieżnie sprawdzają, czy dane auto „pali i jeździ”, bardziej chodzi o to, żeby z zewnątrz prezentowało się ładnie, a w środku nie było zbyt wielu przetarć (żeby dla Kowalskiego wyglądał na niemalże nowy po polerowaniu i odrobinie „Plak’a”). Przebieg nie ma znaczenia, bo i tak się go „dostosuje” do ogólnie przyjętych norm w Polsce, czyli 18-20 tysięcy kilometrów rocznie – dzięki temu ŻADEN 10-letni niemiecki samochód nie może mieć wiele powyżej 200 tysięcy.

A wszystko to, ponieważ – z niewiadomych przyczyn – wstydem jest się przed „somsiadem” przyznać, że auto od Niemca nie było igłą i ma 300 tysięcy kilometrów za sobą.

 

Dlatego spytajcie sami siebie, gdzie sprzedawcy ukrywają zarobek? Czy „wyprzedają” jedną sztukę, żeby zwabić klientów licząc, że Ci nie wyjdą z pustymi rękoma? A może ukrywają towar tańszy pod płaszczykiem droższego (np. cofając licznik samochodu)?

 

 

Żródło: https://www2.deloitte.com/pl/pl/pages/press-releases/articles/black-friday-zakupy-online.html

Posts created 38

8 thoughts on “Black Friday to oszustwo!

  1. Oj, masz rację z tym rozsądkiem względem Black Friday. Tak przeglądam nasze sklepy i stwierdzam, że to co oferują to po prostu kpina. Obniżki zwykle symboliczne i dotyczące nieaktrakcyjnych wzorów i kolorów. W każdym razie z USA nie ma się co porównywać. Co do sprowadzanych samochodów to się nawet nie wypowiadam.

  2. Z każdą promocją trzeba uważać, bo sklepy często oszukują i zawyżają ceny przed samymi promocjami. I nie tylko my jestesmy głupi. Takie akcje dzieją się we wszystkich krajach 😉 Bo przecież sklep musi zarobić, nie ma innej opcji.

  3. Wydaje mi się, że te promocje podczas polskiego black friday były na poziomie zupełnie zwyczajnych obniżek, które mamy praktycznie cały rok. Nie warto szaleć z zakupami, sama się wstrzymałam i jak już to kupię coś po świętach – ale rzeczy, które chcę, a nie te na które jest promocja.
    Najlepiej mieć swój plan zakupowy i monitorować ceny, żeby trafić na prawdziwą okazję, a nie że obniżka po wcześniejszej podwyżce cen. Poszaleli ludzie, cieszę się, że ten weekend już mamy za sobą, bo to szaleństwo wszędzie było aż męczące.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top