Mobile Mix 06'18 czyli czerwiec w zdjęciach.

Wycieczka na Ukrainę, mgiełka od Lierac, Bahama Mama, koncert Il Divo, weekend w Poznaniu… - to był bardzo intensywny miesiąc!

Pierwszy raz od wielu miesięcy nie mogę powiedzieć, że czerwiec przeleciał mi przez palce. Pomimo kilku negatywnych dni, wszystko było jak cudowny sen.



Powroty do rzeczywistości po urlopie nie należą do najłatwiejszych. Już drugiego dnia pobytu w Warszawie, poczułam przytłaczającą moc nawarstwiających się rzeczy do zrobienia. Nie miało to jednak większego znaczenia, ponieważ na horyzoncie malował się kolejny – planowany od maja – wyjazd. Zanim o nim opowiem, skupmy się na bardziej przyziemnych (babskich) rzeczach. Na pewno znasz to uczucie, kiedy budowla – w tym przypadku cerkiew- stała się inspiracją do wykonania zdjęcia czy też manicure. Żałuję, że nie miałam możliwości by, zrobić zdjęcie przepięknej turkusowej cerkwi ze złotymi kopułami i marmurowymi elementami. 

Nie wiem czy wspominałam, ale po wieloletnim i bardzo udanym związku z Kindle, poznałam magię audiobooków. „Szeptucha” Katarzyny Bereniki Mieszczuk umilała mi każdy wieczór podczas wyjazdu, może wyda się to dziwne, ale słuchanie książek jest dla mnie swojego rodzaju powrotem do dzieciństwa.  
Bym zapomniała, jeżeli nie czytałaś jeszcze postu o zabytkach, które warto zobaczyć na Ukrainie, koniecznie przeczytaj: „Ukraina co warto zwiedzić czyli podróże z Yasminellą.



W czerwcu udało mi się zmotywować do regularnego publikowania na Instastory. Początkowo wrzucałam tam tylko, krótkie zajawki ciekawych rzeczy, które robię, jednak ostatnio staram się dać poznać. Pierwszym „poważniejszym” materiałem, była recenzja maski w płachcie Selfie Project. Mam nadzieję, że taka forma video-komunikacji wam się podoba i dacie temu wyraz w komentarzach na profilu <klik>


Podejrzewam, że każda partnerka fana piłki nożnej w tym miesiącu przeżywała gehennę. Misio przed całym wydarzeniem stawał na rzęsach (rysował, dokupił kolczyki do ulubionego wisiorka, zorganizował jednodniowe wakacje na balii), bym tylko wybaczyła mu wieczną okupację salonu. Co ja mówię!? Robił to tylko po, to bym dała mu święty spokój! Odwdzięczyłam się pięknym za nadobne i napisałam żartobliwy post: „Mundial – czyli jak przeżyć mistrzostwa świata i nie rozwalić facetowi telewizora na głowie?


Nie zabrakło również nowości w mojej kosmetyczce. Podczas pierwszej fali upałów świetnie sprawdziła się Ultranawilżająca mgiełka Lierac Hydragenist. Używałam jej zarówno pod makijaż, jak i do odświeżania skóry w ciągu dnia. Zastąpiła wodę termalną! Jej przewagą jest większa zawartość składników nawilżających i to, że nie trzeba jej osuszać – wiem, że wody termalnej Uriage również nie. Jednak nie do końca się polubiłyśmy, ponieważ zostawiała na mojej skórze mineralny osad. 
Do kosmetyków kolorowych dołączyła słynna Bahama Mama The Balm. Nad jej zakupem zastanawiałam się kilka, jak nie kilkanaście miesięcy – kiepskie światło w perfumeriach, ani tym bardziej zdjęcia w internecie nie pomagały mi w podjęciu decyzji. Ostatecznie stwierdziłam, że zaryzykuję. Dzisiaj z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że nie żałuję ani jednej wydanej na nią złotówki. Jest to kosmetyk wielofunkcyjny. Latem świetnie się sprawdza do subtelnego konturowania – jak już się maluję. Podejrzewam, że w okresie jesienno zimowym będzie idealna do ocieplania całej buzi. Czy wtedy będę jej używać, jako produktu do konturowania – nie wiem, okaże się jak bardzo zblednę. Oprócz tego, bardzo dobrze sprawdza się do podkreślania załamania górnej powieki. Niezaprzeczalnym plusem jest łatwość z jaką się rozciera – nigdy nie zdarzyło mi się narobić nią plam czy nieestetycznych smug.


W ten sposób doczekałam do wymarzonego wyjazdu do Poznania. W drogę ruszyliśmy około 5 rano, dzięki czemu już o 8 delektowaliśmy się pysznym śniadaniem w Lavenda Coffee & Lunch. Nie przypuszczałam, że jajko sadzone ze szpinakiem, boczkiem i świeżutkim – wypiekanym na miejscu – pieczywem, może być, tak smaczne! 
Kolejnym punktem wycieczki był relaks w Termach Maltańskich, warto w tym miejscu zauważyć, że temperatura sięgała 30 stopni celcjusza. Obiekt robi wrażenie, ale w odróżnieniu od wód termalnych w Mszczonowie – o którym przeczytasz tutaj: „Gdzie aktywnie i smacznie spędzić weekend w okolicach Warszawy?” - te maltańskie mi nie posłużyły. Później udaliśmy się na zajezdnię kolejki wąskotorowej Malta.



Drugi dzień naszego pobytu powitał nas 11 stopniowym chłodem, co skutecznie popsuło nam humory i zmusiło do odwiedzenia centrum handlowego Poznań Plaza w celu kupienia cieplejszych ubrań – przed nami była impreza plenerowa.
Nie wiemy jak to się stało, ale po obiedzie rozpogodziło się, co nie oznacza, że nasze zakupy poszły na marne… Wieczór spędzony na Ostrowie Tumskim nie należał do najcieplejszych – siedziałam w koszulce, bluzie, ramonesce i cienkiej kurtce puchowej. To nie było ważne! Tego dnia spełniło się jedno z moich muzycznych/koncertowych marzeń. Byłam na koncercie Il Divo! Dam sobie rękę uciąć, że w tym momencie zastanawiasz się Il czego? Niestety, są mało znani w Polsce… 

Już tłumaczę – międzynarodowy kwartet utworzony przez producenta muzycznego i jurora programów "American Idol", czy "Britain's Got Talent" Simona Cowella, w skład którego wchodzi czterech śpiewaków: hiszpański baryton Carlos Marín, szwajcarski tenor Urs Toni Bühler, amerykański tenor David Miller i francuski wokalista pop Sébastien Izambard. Panowie prezentują popularne utwory np.: „Unbreak my heart” - „Regresa A Mi”,”My Way” - „A Mi Manera”



Zakończenie koncertu uświetniono pokazem fajerwerków, co wywarło nie lada wrażenie na widowni. Taka piękna pirotechnika na zakończenie koncertu nie jest przecież czymś powszednim na koncertach odbywających się w Polsce! 

A Tobie, co udało się zrobić ciekawego w minionym miesiącu?

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.