Gdzie aktywnie i smacznie spędzić weekend w okolicach Warszawy?

Praca, dom, problemy, korki, hałas i wieczny brak czasu – całe życie w wielkim mieście, zobrazowane w kilkudziesięciu znakach!
Kiedy zmęczenie osiąga poziom krytyczny, napięcie sięga zenitu, a sytuacja zawodowa i rodzinna pomału zaczyna przypominać pole minowe, zwykle nadchodzi urlop.

Niestety, nie można się „urlopować” co tydzień – tak ze względów ekonomicznych, jak i ograniczeń w kodeksie pracy. Czasem trzeba jednak trochę odpocząć, upuścić pary, a przy tym trochę się poruszać i zapewnić mózgowi dopływ endorfin. 

Ale jak to zrobić? Czasu zawsze mało, weekend to też zwykle praca, ale w domu… I właśnie od tego trzeba zacząć! 

1. Poprzestawiaj wszystko tak, żeby mieć przynajmniej 6-7 godzin tylko dla siebie. 

Jeśli trzeba zrobić zakupy, zrób je w piątek po pracy lub w sobotę – zakaz handlu naprawdę pomaga w tej kwestii ;) To samo z pracami domowymi. Upewnij się, że robisz wszystko, co niezbędne, a następnego dnia masz czas tylko dla siebie. 

2. Rusz mózgownicą, poszukaj czegoś fajnego w okolicy! 

Kino albo piwo pod parasolami to – wbrew obiegowej opinii… - nie jest aktywny odpoczynek! Oczywiście, czasem typowy „pupen-klapen” i rozmowa ze znajomymi przy piwku są najlepszą formą odpoczynku, ale nie wolno się do tego ograniczać. 

Sprawdź, czy w okolicy nie dzieje się coś ciekawego, czy ostatnio pojawiła się jakaś nowa atrakcja, coś inspirującego do obejrzenia? Rejs statkiem, lot balonem, dom strachów a może nowy escape-room? 

3. Ruszaj w trasę! 

Najgorszym wrogiem wypoczynku jest lenistwo. Bardzo często, gdy jesteśmy zmęczeni, pojawiają się myśli „a może by tak zostać w domu i odpocząć na kanapie”. Jak tylko przejdzie Ci to przez myśl, łap torebkę, kluczki/bilety i wybiegaj z domu! Leń to najgorszy wróg odpoczynku! 


Od kilku miesięcy razem z Misiem regularnie stawiamy na aktywny wypoczynek. Ostatnio nasze serca podbiły Termy w Mszczonowie. 

Na chwilę obecną obiekt nie należy do największych w Europie, ale w planach jest jego rozbudowa – z tego co udało się nam dowiedzieć w tym momencie około 700 palm aklimatyzuje się w Rotterdamie. W tym momencie do dyspozycji jest basen sportowy, basen rekreacyjny ze zjeżdżalniami, oraz tak zwana „ dzika rzeka”, bicze wodne, basen termalny z masażerami i biczami wodnymi, sauny, grota solna oraz jacuzzi. Wszystko to jest dostępne na świeżym powietrzu, a basen termalny wraz z częścią „zewnętrzną” otwarty jest nawet zimą! 

Relaks, odprężenie i czas spędzony w cieplutkiej wodzie termalnej wzmaga u mnie wilczy apetyt. 

Po zakończonej kąpieli zazwyczaj jeździmy na rybkę do restauracji Wodna Osada w Grzegorzewicach. 



Po zjechaniu z głównej drogi i pokonaniu kilkuset metrów drogą gruntową, naszym oczom ukazuje się domek, drewniany płotek i tabliczka z wyciętym wizerunkiem rybki. Po wejściu na teren restauracji każdorazowo czuję się tak, jakbym właśnie wysiadła z samochodu w moich ukochanych Maradkach. Zaraz za ogrodzeniem rozpościera się wspaniały widok błyszczącej tafli wody na stawach, pojedynczej żaglówki i ściana lasu w oddali. 

Piękno przyrody musi jednak poczekać, bo żołądek dopomina się uzupełnienia kalorii, które utraciłam walcząc z prądem „dzikiej rzeki”! 

Zamawiamy miętusa i szczupaka z frytkami, które pochodzą ze stawu znajdującego się nieopodal – o świeżość rybki nie muszę się martwić, bo transport z najbardziej oddalonego stawu zajmuje maksymalnie 30 minut.


Porcja jest naprawdę duża, ryba doskonale wysmażona, a piwo zimne. Zawsze spędzamy tam, kilka godzin najpierw delektując się przepysznym posiłkiem, a później podziwiając piękne widoki. Zarówno w Mszczonowie jak i w Grzegorzowicach czas płynie wolniej...


Czego chcieć więcej, po męczącym tygodniu w pracy? Taka namiastka urlopu pozwala odpocząć zarówno fizycznie, jak i psychicznie, a o naładowaniu akumulatorów i znalezieniu motywacji do pracy nie trzeba wspominać.

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.