The taste of summer czyli jakie smaki przywożę z wakacji.

Smak lata! W kolejnym wpisie z serii „wspaniały rok” postaram się zabrać was w inspirującą podróż i spróbuję przekonać do próbowania nowych rzeczy!
Jak zapewne wiesz, jestem strasznym „wszędołazem” i uwielbiam podróżować. Odkrywanie nowych miejsc, kultur, wierzeń lub historii – pozwala mi w pełni odpocząć na urlopie, nawet w przypadku wycieczek mocno objazdowych z małą ilością wolnego czasu.
Ale pomiędzy zwiedzaniem i błogim leżeniu na boczku, trzeba jeszcze coś zjeść i to nie byle jak :)



Mam nadzieję, że zgodzisz się z moim zdaniem, że będąc w innym kraju powinno się przynajmniej spróbować kuchni lokalnej! Cały sekret moich kulinarnych „dziwadeł”, które czasem możecie podziwiać na blogu lub instagramie, to nic innego jak inspiracje i łączenie różnych trendów z kuchni świata. 

Osobiście bardzo denerwują mnie ludzie, którzy bez żadnej konieczności (np. ścisła dieta, choroby) cały wyjazd zagraniczny stołują się w fast foodzie albo zawsze wybierają jedzenie do bólu zwyczajne i dostępne w Polsce. 
Kolejnym szczytem kulinarnej ignorancji był zeszłoroczny wyjazd do Bułgarii. Dacie wiarę, że Polscy turyści „all-inclusive” zrobili raban o to, że podczas wieczoru tematycznego „owoce morza” nie było – bodajże, lecz nie jest to najważniejsze - frytek i jajecznicy tylko „same ryby”? „Płacę, wymagam” w pełnej krasie! 
Dla mnie, wakacje, urlop czy jakikolwiek inny wyjazd, to nie tylko piękne widoki, wspomnienia, drink z palemką czy leżenie na plaży. Dla mnie to także inne, nietypowe smaki, które zawsze chcę przywieźć do domu, dzięki czemu przypominam sobie wspaniałe chwile spędzone na urlopie. 


W Stanach Zjednoczonych udało mi się zjeść prawdziwego amerykańskiego Burgera. Mało wyszukane, ale jednak w kraju McDonalda, KFC i White Castle, zjedzenie prawdziwego hamburgera jest zwyczajnie obowiązkiem :)


Wracając z wakacji w Grecji „przywiozłam”:

Souvlaki, czyli typowy grecki fast food. 
Co znajdziemy w środku? Frytki, mięso, pomidora i sałatę oraz sos tzatziki, wszystko razem zawinięte w chlebek pita. 
Souvlaki w wolnym tłumaczeniu oznacza „szaszłyk”, bo zgodnie z informacjami znalezionymi w internecie, zawijanie różnych składników w pitę przyszło z czasem, nadając temu daniu charakter dosyć zdrowego fast food’u. Obecnie używa się różnych rodzajów mięsa i – co was zapewne nie zaskoczy – coraz większą popularność zdobywa gyros. 

Tzatziki – sos, danie, dip… wszystko w jednym w zależności od potrzeb! 
Tradycyjny i nieskomplikowany sos na bazie jogurtu, dostępny także w polskich sklepach. Jednak tylko w Grecji można naprawdę rozkoszować się pełnią jego smaku! Robiony z prawdziwego jogurtu greckiego (a nie, „jogurtu TYPU greckiego” spotykanych w naszych marketach) czosnku, drobno pokrojonego ogórka, soli, pieprzu oraz kilku kropel octu winnego. 

Uniwersalność tego sosu jest niespotykana – nadaje się do mięs, ziemniaków a także jako smarowidło na kanapkę! Muszę się pochwalić, że po wielu próbach, udało mi się odtworzyć go wiernie w domowych warunkach :)


Egipt kojarzy mi się z Mahallabija oraz zieloną zupą z liści juty czyli Molochija 

Zwykle podawana z ryżem oraz cytryną. Ugotowane liście juty powodują, że zupa zamienia się w zielony, lepiący kleik. Jak w wielu przypadkach, smak jest o wiele lepszy niż wygląd. 

Mahallabija,to słodki pudding ryżowy posypany orzeszkami pistacjowymi i cynamonem. 

Bułgaria to trzy rzeczy – booze, czubryca i lutenica. 

Booze to napój, charakterystyczny dla kuchni krajów bałkańskich. W Bułgarii najczęściej zrobiony ze sfermentowanych zbóż, jak proso lub pszenica. Jest gęsta, ciągnąca i w smaku przypomina trochę pszeniczne piwa. Ponieważ mnie od piwa pszenicznego odrzuca, w połączeniu z opisaną powyżej konsystencją, booze jest dla mnie nie do wypicia po raz drugi :) 

Czubryca powstaje na bazie ususzonego cząbru górskiego. W moim przypadku jest to przyprawa, którą wręcz uwielbiam. Zawsze dodaję ją do zup, kanapek oraz sałatek, nadając specyficznego smaku i mocnego aromatu! 

Lutenica, a właściwie ljutenica, to gęsta pasta pochodząca z Bałkanów, robiona z pieczonych papryk z dodatkiem pomidorów, kminku oraz czosnku. Przypomina trochę znany nam ze sklepów Ajvar, z tym, że lutenica jest z założenia słodka i dużo gęstsza.


Ukraina to… pierogi i zupy! 

Warenyky – pierogi z mięsem, podrobami, z serem, ziemniakami, grzybami, kaszą, owocami, no do wyboru do koloru. Powiem wam szczerze, uwielbiam pierogi, a Ukraina jest moim pierogowym eldorado! 

Na Ukrainie udało mi się skosztować zachwalaną przez znajomych Soljankę, czyli zupę na tłustym wywarze mięsnym, rybnym lub grzybowym, o słonym i kwaskowo – pikantnym smaku. Zakwaszana jest np. wodą z ogórków kiszonych, kwasem chlebowym, cytryną, oliwkami, kaparami.

A gdzie jeszcze chciałabym pojechać? 

Indie - Tadż Mahal! Wspaniałe mauzoleum wzniesione na cześć zmarłej Mumtaz Mahal, ukochanej żony Szahdżahana.



Zanzibar – Domek na palach nad samym brzegiem oceanu! Nurkowanie w masce z rurką i oglądanie pływających, kolorowych rybek, picie słomką soku prosto z kokosa… Wspaniały rejs po lagunie, owoce morza…. Czego chcieć więcej? 

Włochy – Piza i klasyczne zdjęcie, jak ją podtrzymuję… wróć! Wenecja i pływanie gondolą, albo Rzym i ruiny wiecznego miasta… albo… do Włoch to bym chciała w tym momencie gdziekolwiek!



Kenia - koniecznie Afrykańskie safari! Oglądanie pięknych i majestatycznych zwierząt Afryki… to byłoby coś! 

Kuba – kraj, w którym czas się zatrzymał po blokadzie morskiej przez JFK, kraj w którym jeżdżą samochody z lat 50, cygara są skręcanie ręcznie a duch el Presidente jest wiecznie żywy!



Każde z tych miejsc jest ciekawe i wiele jest tam do obejrzenia. Ale z pewnością jadąc tam, przywiozę także mnóstwo kulinarnych wspomnień, pomysłów, inspiracji. 


A Ty? 
Też jesteś kulinarnym globetrotterem?

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.