Mundial – czyli jak przeżyć mistrzostwa świata i nie rozwalić facetowi telewizora na głowie?

Jeśli twój mężczyzna już czwarty raz pyta, czy kablówka za czerwiec jest zapłacona, na lodówce pojawia się „drabinka” pucharowa, szafki zapełniają chipsami a przed telewizorem szykowane jest miejsce na ołtarzyk ze zdjęciem Lewandowskiego i Pazdana – to oczywisty znak, że twój facet przygotowuje się do piłkarskich mistrzostw świata!
Jak sobie radzić w tym kryzysowym momencie? Czyli „mundial” z przymrużeniem oka!



Facet jest jak dziecko, zabierz mu zabawkę to albo się obrazi, albo zacznie płakać. Ponieważ dzieciom zabawek się nie zabiera - chyba, że w celach wychowawczych – czasem trzeba dać im spokojnie się wybawić, to może grzecznie pójdą spać… 

1. Mistrzostwa Świata w życiu twojego mężczyzny – co oni w tym widzą?! 

Dlaczego to dla nich jest takie ważne? Zwłaszcza, że „jakiś mecz” leci w TV, co chwilę! Przecież, jak nie grają o mistrzostwo Polski, to grają o Puchar, jak nie o krajowy to europejski, jakieś sparingi, do tego Liga Mistrzów, eliminacje… no zwariować można! 

O ile rozgrywki krajowe odbywają się co roku, a mecze są niemalże co tydzień i twój facet jest w stanie opuścić jeden czy dwa spotkania ligowe (najlepiej jak wystawisz mu L-4 albo umowę zlecenie na wykonane prace domowe, żeby mógł przedstawić kolegom z pub’u…), to mistrzostwa świata są raz na 4 lata. 

I właśnie tutaj kryje się cała tajemnica, bo - jak to określił Miś – „muszę obejrzeć mundial w tym roku, bo następny - z naszym udziałem - może być za 30 lat!”. Więc, idąc jego tokiem rozumowania, mundial sam w sobie, to fajne mecze, ale mistrzostwa z „naszymi” to najważniejsze wydarzenie jego dzieciństwa (mam nadzieję, że zakończy ten etap przed 40-stką, ale ostatnio zaczął coś mówić o czołgu sterowanym radiem…). 




Jeśli sobie uświadomisz, że to tylko miesiąc (momenty kulminacyjne, czyli mecze naszej kadry zaznaczysz na czerwono w kalendarzu), a dla niego bardzo ważna sprawa i dasz mu troszkę więcej luzu, na pewno to doceni!

2. „TAAAK! GOOOL! Vs „Nic się nie stało…” – czyli „okres” połączony z chorobą dwu-biegunową 

To zjawisko zapewne znacie. Lewy strzela, popcorn leci do sufitu, piwo się leje po podłodze, a twój facet wraz z kolegami, rozpoczyna rytualny samczy taniec, krzycząc różne słowa, czasem bez cenzury. 

Ale jak to naszym strzelą bramkę… Dobrze, że w naszym związku to ja jestem czarownicą! Jeśli choć kilka „klątw” rzucanych na strzelca bramki nabrałoby mocy, biedak pokutowałby do siódmego pokolenia! 

O ile - z punktu typowo psychologicznego i społecznego - ciekawe jest to, z jaką łatwością heteroseksualnym samcom przychodzi przytulanie i skakanie w kółeczko (i nie widzą w tym nic dziwnego…), o tyle mecz przez Polaków przegrany może być koszmarem. 

Wchodzisz do salonu i widzisz lubego z kolegami, którzy wyglądają jakby wrócili z przegranej bitwy. Zaszklone oczy twojego faceta starają się powiedzieć „robiliśmy wszystko (wiem…), dopingowaliśmy z całych sił (darcie ryjka też doskonale słyszałam), ale się nie udało…”.


Po każdej porażce dziecko trzeba zachęcić do spróbowania ponownie, więc nie śmiej się z ich „tragedii”, tylko powiedz, że w następnym meczu poradzą sobie lepiej – UWAGA! Sprawdź, czy ten mecz nie spowodował odpadnięcia reprezentacji z turnieju, bo możesz wywołać szloch lub mały armageddon ;).

3. „Mój niesamowity facet – ekspert, selekcjoner i piłkarz w jednym” – a to wszystko nie ruszając się z kanapy! 

Jeśli twój facet ogląda piłkę nożną, to istnieje 99,9% szans na to, że sam kiedyś w nią pogrywał. Może w szkolnym SKS’ie, może w jakimś klubie… Więc wie lepiej od 99,9% innych facetów, jak się to robi! 

A zaczyna się niewinnie, od słodkiego… „bo kiedy ja grałem w piłkę…” i nagle dowiadujesz się, że minął się nie tylko z powołaniem ale i górą pieniędzy! Skubany, siedzi na kanapie albo 8 godzin w biurze, przy okazji marnując swój geniusz, rozmieniając talent na drobne! 

Przecież od tego gra lepiej, tamten, to się nie nadaje nawet do pchania karuzeli, „Ja bym to strzelił – z zawiązanymi oczami!”, decyzje trenera to jakiś dramat (on zrobiłby to lepiej, czyli inaczej), a „tego sędziego to szkoda cofnąć do sędziowania juniorów, bo dzieciom piłkę obrzydzi”!


Jeśli mecz – jakimś cudem – oglądacie we dwoje, to przytakuj. Jeśli natomiast zebrała się „loża ekspertów”, raczej rób za „prezentera” i prędzej zapytaj, co sądzą na ten temat inni zebrani w domowym studio, niż wyraź na głos swoją własną opinię – w szczególności, jeśli wszyscy zebrani mają bliżej sylwetką do Stevena Seagal’a, niż Cristiano Ronaldo... a najlepiej idź z koleżankami na piwo – okaże się, że wszystkie w tym czasie mają „wolne” albo z chęcią wyrwą się z domu ;) 

4. Mój mały kibic – karmić czy zostawić na pastwę losu? 

W zasadzie decyzja należy do Ciebie, jednak pamiętaj, że na 4-paku i chipsach daleko nie zajedzie… no chyba, że do przystanku „otyłość” w tempie pendolino! 

Jest jednak doskonały moment dla Ciebie na odrobinę lenistwa i przyjemności w jednym! Jeśli nie będziesz mu przeszkadzać w oglądaniu meczu, z przyjemnością da Ci swoją kartę w celu zamówienia jedzenia do domu. Skoro płaci, to czemu nie zmówić sobie sushi, jedzenia indyjskiego albo ogromniastej pizzy? 


Możesz posłużyć się również fortelem… powiedz, że telewizor jest jego, ale… najpierw musi ugotować pełnowartościowy obiad! Nagle okaże się, że człowiek, który potrafi przypalić wodę, zrobi wspaniały obiad i poda go na srebrnej zastawie! 

Czemu nie skorzystać na mundialowej głupawce?

5. Nie bierz sobie tych rad do serca ;) 

Każdy Misio jest inny, każdy facet inaczej przeżywa tego typu imprezy. Może nas to denerwować, możemy tego nie rozumieć, ale chyba warto to uszanować. 

Bo – powiedzmy szczerze – czy byliby tacy fajni, gdyby raz na jakiś czas nie zachowywali się jak dzieci? Cała ta spontaniczność nadaje im przecież osobowości, przysparza nam uśmiechu – czasem takiego z politowaniem – i poprawia humor. Chyba zabiłaby nas nuda, gdyby 24 godziny na dobę byli ułożeni, rozważni i chodzili wyprostowani jakby kij od szczotki połknęli!

Dlatego pozwól mu się pobawić w wielkiego kibica, pilnując żeby nie robił głupot i przynajmniej wykonywał minimum spraw domowych. 

A wy, jak sobie radzicie ze sportową głupawką waszych bliskich?

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.