Mobile Mix 05'18 czyli maj w zdjęciach.


„Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło”
Ile razy zdarzyło Ci się czekać na rozwój sytuacji? Ile razy z tego powodu musiałaś zmieniać bądź rezygnować ze swoich planów? A jak się czułaś, kiedy okazywało się że wcale tak nie musi być, tylko Ty, jako „przeciętny, szary człowiek” nie masz takiej mocy sprawczej, ani tym bardziej wiedzy, by coś z tym zrobić?


Zacznijmy jednak od początku maja, czyli od majówki wspomnianej w kwietniowym MobileMix. Tak jak pisałam jej załatwianie było bardzo chaotyczne i nie planowane.

„Zaplanowana na szybko majówka, przyniosła upragniony odpoczynek i relaks.”
„Bez zastanowienia wykonałam kilka telefonów i udało się zrobić rezerwację w Agroturystyce Kozak...”


Ulga jaką poczuliśmy pierwszego poranka w Maradkach, jest nie do opisania. W tej małej wiosce czas płynie jakby wolniej, a człowiek zapomina o miejskim pędzie i problemach.
Nie daj się zwieść! Nie oznacza to nudy przez cały urlop, wbrew pozorom nie mieliśmy na nią czasu. Atrakcjom nie było końca – uwierz mi, wystarczy chcieć

Więcej o naszej majówce możesz przeczytać w poście: „Majówka czyli w jaki sposób aktywnie i tanio spędzić majowy urlop?” 

W jednym z ostatnich postów na Facebook’u wspominałam, że moje życie nabrało rozpędu od kiedy poznałam Misia i jego rodzinę, w ten oto sposób dowiedziałam się od mojej przyszłej teściowej, o nieplanowanym wyjeździe.

Rozmowa wyglądała mniej więcej tak:

- Jedziesz ze mną na Ukrainę.

- Ale nie mam paszportu…

- To wyrabiaj migusiem.

To było w sobotę, a w poniedziałek poleciałam do urzędu złożyć wszystkie dokumenty. Mina mi zrzedła, kiedy usłyszałam jaki jest przewidywany termin odbioru dokumentu – było to zdecydowanie za późno – 6 czerwca. Przemiły pan w okienku zapewnił mnie, że paszport na pewno będzie szybciej. Uradowana wróciłam do domu i zaczęłam odliczać dni do wyjazdu. Dni płynęły nieubłaganie, a na stronie stale widniała złowieszcza informacja: „Twój paszport jest w realizacji. Nie możesz go jeszcze odebrać.” Nastał dzień wyjazdu, zrezygnowana skontaktowałam się ze znajomą pracującą w jednym z warszawskich urzędów – nie wiem czy wiesz, ale pamięć mam dobrą, ale krótką - która wykonała kilka telefonów, dzięki czemu okazało się że przemiły pan był leniwy lub nie chciało mu się pracować. Jakimś dziwnym trafem zapomniał wspomnieć, że mogę napisać wniosek o realizację na wybrany termin. Kilka dodatkowych rozmów telefonicznych i maili sprawiło, że już następnego dnia trzymałam paszport w dłoni. 
Dobę oczekiwania na dokument i zastanawiania się czy na pewno się uda wyjechać, umiliłam sobie spacerem po Łazienkach Królewskich.

By odtworzyć film, kliknij dwukrotnie play na środku klipu. 

W ten oto sposób po kilku, no prawie kilkunastu godzinach w samochodzie, znalazłam się na Ukrainie. Tak, jak w przypadku majówki, nie był to wyjazd oparty na nic nie robieniu. Pół żartem, pół serio, mogę powiedzieć, że zjeździłam Ukrainę w szerz, a na pewno wzdłuż – nasza wycieczka objęła zarówno Lwów jak i Odessę. Nie mogę powiedzieć, że oba te miasta zwiedziłam w 100%, lecz jedynie poczułam ich klimat.



By odtworzyć film, kliknij dwukrotnie play na środku klipu. 

Mam ogromny niedosyt! 
Od dnia powrotu próbuję nakłonić Misia na kolejny wyjazd do pięknej Odessy, delikatnie przypominam mu o konieczności wyrobienia paszportu, sprawdzam ceny hoteli i przelotów na trasie Warszawa – Odessa… Ale ten wyjazd, najprawdopodobniej, uda nam się zrealizować dopiero w przyszłym roku. 

Jeśli śledzisz mojego bloga, widzisz, że wreszcie miałam naprawdę udany miesiąc. Czuję się wreszcie zrelaksowana i wypoczęta, tryskam energią i nabrałam na nowo ochoty do pracy – dzięki czemu wreszcie udało mi się reaktywować fanpage’a na facebook’u i przedstawić się wam, jak należy. 

Najlepszym dowodem, na to że wciąż żyję Ukrainą jest to że zapomniałam wspomnieć, o tym co działo się pomiędzy moimi podróżami.




Nie brakowało radosnych chwil z moimi czarnymi dżentelmenami, którzy przyłapani na psotach udają niewinnych. Tym razem, a w sumie jak zawsze odbywała się kradzież smakołyków z blatu kuchennego. Podejrzewam, że były to składniki do zapiekanki farmerskiej :) 


A Tobie, jak minął maj? Także udało Ci się obejrzeć coś godnego polecenia? 

PS: Czy Twoi czworonożni przyjaciele to też takie złodziejskie nasienie?

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.