Majówka czyli w jaki sposób aktywnie i tanio spędzić majowy urlop?


"Chcesz rozśmieszyć Pana Boga? Powiedz mu o swoich planach” - każda z nas doskonale zna to przysłowie i raczej nie jest z tego powodu zadowolona.

Podobnie ze mną, bo plany na początku roku były ambitne, po głowie obijał się nieśmiało jakiś wyjazd za granicę... i wtedy dowiadujesz się, że twoja druga połowa jest niezbędna w pracy i musi się w niej pojawić albo 30 kwietnia albo 4 maja. Mówi się trudno i kombinuje się dalej.



Jeśli śledzisz mojego bloga to wiesz doskonale, że marzec i kwiecień były dla mnie bardzo intensywne i stresujące. Utrata ukochanego kotka oraz ciągnąca się miesiąc choroba spowodowały „przemęczenie materiału”. Wobec tego cel na majówkę był tylko jeden – uciec od zgiełku miasta, problemów i najzwyczajniej w świecie odpocząć...

Zorganizowane wycieczki lub turnusy zwykle obejmowały cały pierwszy tydzień maja, co za tym idzie pozostało nam zaplanowanie odpoczynku na własną rękę. Na szczęście jest takie miejsce na ziemi, w którym zawsze odpocznę nie zależnie od pory roku czy długości planowanego pobytu, oczywiście myślę o Maradkach - małej wiosce między Biskupcem, a Mrągowem.

Bez zastanowienia wykonałam kilka telefonów i udało się zrobić rezerwację w Agroturystyce Kozak nad jeziorem Lampackim – ośrodek składa się z ogrzewanego hotelu, kilku wolno stojących domków i pola kempingowego. Ośrodek był praktycznie pusty, a to ze względu na niezbyt optymistyczną prognozę pogody – około 10 stopni i deszcz. Cóż, każdy kto z tego powodu zrezygnował z wyjazdu, mógł tylko pluć sobie w brodę! Temperatury wahające się od 20 do 30 stopni, piękne słońce i może 30 minut deszczu przez 5 dni. Maradki mają jedną przewagę nad pobliskimi miastami - z każdej strony otoczone są jeziorami, które skutecznie blokują burze i deszcze szalejące w Biskupcu, Mrągowie czy Olsztynie.
Po wszystkim co ostatnio mnie spotkało marzyłam po prostu, by uciec z Warszawy, więc piękna pogoda, była jedynie sympatycznym, poprawiającym humor akcentem


Jednakże nie można cały dzień siedzieć na słońcu i kwitnąć, zwłaszcza kiedy w odległości kilkudziesięciu kilometrów znajdują się dwa duże miasta oraz sporo atrakcji turystycznych!

Po maksymalnie 40 minutowej podróży samochodem, mieliśmy możliwość zobaczenia pięknego Olsztyna, zamku w Kętrzynie, ruin w Gierłoży, bunkrów w Mamerkach czy parku miniatur „Mazurlandia”.

Słońce i opalanie na pomoście to mój sposób na relaks. Miś może się „opalać” do 15 minut i stwierdza, że nudno... ale robić dokładnie to samo, tylko przewracając karkówkę na grillu lub łowiąc ryby to już zupełnie co innego. Niestety po dwóch dniach takich rozrywek zaczął się nudzić i marudzić, dlatego w ramach rewanżu, postanowiliśmy pojechać do Wilczego Szańca w Gierłoży koło Kętrzyna. Dzięki uprzejmości kierownictwa „Wolfschanze” możemy podzielić się z wami zdjęciami z tego miejsca.

Jest to co najmniej dziwne uczucie przechadzać się ścieżkami, po których w latach 40 ubiegłego wieku poruszali się wysocy rangą namiestnicy złowrogiego reżimu, dotykać ogromnych murów bunkra Hitlera, w którym zapadały zbrodnicze decyzje...


Wilczy Szaniec oferuje trzy tryby zwiedzania – samodzielny, samodzielny z aplikacją na telefon oraz przewodnika. Ponieważ powiedziano nam, że aplikacja działa dopiero od 2 dni i zbierają informacje na jej temat, postanowiliśmy ją wypróbować.

Działanie oceniamy na 6/10.

Na plus można zaliczyć:
  • jej istnienie (nie każda atrakcja posiada takie udogodnienie),
  • dokładne opisy wszystkich mijanych obiektów,
  • płynne działanie,
Minusem na pewno jest:
  • brak odczytywania audio opisu obiektów,
  • ciekawym, aczkolwiek nie dopracowanym pomysłem jest automatyczne odznaczenie mijanego punktu, niestety czasem wymaga wejścia do obiektu (za tabliczkę wstęp wzbroniony…),
  • uciążliwy jest także brak automatycznego podświetlenia mijanych ruin,
Zapewniono nas, że aplikacja będzie udoskonalona, wierzymy że do sezonu letniego będzie działać lepiej.


Wyjazdy „budżetowe” bez większego planowania to także problemy z wyżywieniem.

Podczas powrotu z Gierłoży zatrzymaliśmy się w urokliwym barze/pizzerii znalezionym przez google. Przekonały nas zdjęcia wnętrz oraz ceny w menu. Za niecałe 25 złotych od osoby, zjedliśmy smaczny i duży obiad wraz z napojami! Jak sparafrazował znane powiedzenie Miś: „kto nie ryzykuje ten nie je schaboszczaka”.

Jedzenie w restauracjach, nawet z dobrymi cenami, nigdy nie będzie wyjazdem „budżetowym”. Jest to miła odmiana od gotowania, gdyż nasz ośrodek posiada w pełni wyposażoną kuchnię i jedynie o składniki musimy zadbać sami. W takiej sytuacji nie może zabraknąć kiełbasy i karkówki na grilla oraz chruścików. W ten sposób nazywamy małe/średnie smażone płocie czy krasnopiórki. Opcje są dwie można połapać je samemu na jednym z dwóch pomostów na terenie agroturystki Kozak lub dogadać się z wędkarzami, by te bezwartościowe dla nich maluchy, oddali nam do grillowania zamiast wypuszczać do wody.


Mając na uwadze, że dla ciała było słońce i spacer po wilczym szańcu (i piwo! - dopisał luby) przydałoby się coś dla duszy i mózgu. Nasz wybór padł – a jakże! - na escape-room w Olsztynie.

Pod niewiele mówiącą nazwą pokoju „Czołg w jeziorze” kryła się ciekawa i bardzo realistycznie przygotowana zagadka. Nic więcej nie mogę napisać Ale pierwsza zasada escape'a – nie rozmawiaj o zagadkach escape'a! Nie zmienia to faktu, że serdecznie polecamy iEscape, na pewno się nie zawiedziecie!

Jeśli masz samochód lub możliwość jego wypożyczenia - nie wahaj się ani chwili! Rezerwuj agroturystykę „po środku nigdzie”, dzięki czemu samochodem dojedziesz do zatłoczonych turystami miejscowości i atrakcji turystycznych, natomiast wieczorem zaznasz błogiej ciszy przerywanej jedynie trzaskaniem węgla w grillu lub dzwonieniem lodu w szklance po drinku!

Nasza wyprawa zamknęła się w mniej więcej 500 złotych od osoby, wliczając w to koszty noclegu (5 nocy), paliwa i wyżywienia (a jeśli się trochę popytacie, to tak jak my napijecie się mleka prosto od krowy i kupicie jajka od kur biegających po podwórku).

Jeśli jednak interesuje was tylko błoga cisza, nic nie stoi na przeszkodzie aby ograniczyć koszty choćby podróżując pociągiem lub autobusem. Pociągi dojeżdżają do Olsztyna, a stamtąd PKSem lub taksówką dojedziecie do ośrodka.

Gorąco zachęcamy was do znalezienia swojej własnej samotni z dala od ludzi i problemów, gdzie czas zaczyna zwalniać a życie nabierać smaku i kolorów!

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.