Mobile Mix 02'18 czyli luty w zdjęciach.

Znasz ten moment…
Ilość emocji i obowiązków sprawiają, że Twój organizm mówi STOP!


Luty był przepełniony przeróżnymi wydarzeniami. Dla mnie zaczął się 9 dnia miesiąca, kiedy to spełniłam moje marzenie. Zrobiłam sobie tatuaż! Nie wierzę w żadne przesądy czy jak kto woli opinie, skojarzenia, że ten rodzaj dekoracji jest przeznaczony tylko i wyłącznie dla osadzonych w więzieniach czy osób z niższych klas społecznych, które nie mają ambicji. Oczywiste jest że nie każdemu musi się to podobać, że nie każdy musi rozumieć czym kierowałam, ale nigdy nie zgodzę się z opiniami aaa już nie znajdziesz dobrej pracy, oszpeciłaś się. Owszem nie popieram tatuowania Imion drugiej połówki czy też wykonywanie wzorów pod wpływem chwili. Uważam, że każdy obraz wykonany na ciele powinien być dobrze przemyślany, nieść ze sobą jakąś wartość dla właściciela. Tak też jest z moim tatuażem.




Od zawsze interesowałam się kulturą starożytnego Egiptu, a symbole które znajdują się na moim przedramieniu idealnie wpasowują się w moje podejście do życia.

Anubis – towarzyszy zmarłym w drodze w zaświaty jest ich opiekunem podczas ostatniej podróży.
Bastet – bogini miłości, radości, muzyki, ogniska domowego oraz kotów. 
Anch – amulet ochraniający właściciela za życia jak i po śmierci.
Oko Ra – amulet ochronny przed wpływem złych prądów, a także symbol wszechwiedzy.

Cóż tu dużo mówić, każdy kto mnie zna powie, że jest to najlepszy opis mojej osoby, jaki mógł powstać.


Niestety luty to czas sesji. To ona sprawiła, że najkrótszy miesiąc roku przeleciał mi przez palce, ale mogę powiedzieć, że cały mój wysiłek został nagrodzony – wszystkie przedmioty udało mi się zaliczyć w pierwszym terminie. Pomimo to, że staram się nie odkładać nic na ostatnią chwilę, było kilka takich momentów, które odrobinę zmroziły krew w żyłach. Jak wiesz staram się dużo czytać jednak w tym okresie tylko raz udało mi się na spokojnie zrelaksować z książką. Ten pęd zakończył się poważnym zapaleniem zatok, ale chorowaniem nie będę zanudzać.


Jestem szminkomaniaczką! 
Nie potrafię się oprzeć nowym odcieniom! Zazwyczaj sięgam po ciemne kolory o matowym wykończeniu, niestety podczas 8 godzin spędzanych dzień w dzień w klimatyzowanym pomieszczeniu nie sprawdzają się one najlepiej, ponieważ znacznie przesuszają usta. Dlatego też pomimo całego arsenału balsamów do ust zdecydowałam się na koloryzujące masełko z Revlon. To był strzał w dziesiątkę! Jest to jeden z niewielu produktów (które znam) łączących w sobie właściwości nadające delikatny kolor wargom – w tym przypadku rose gold; i właściwości pielęgnujące.



Na koniec, coś co zdarza się bardzo, ale to bardzo rzadko: zdjęcie Lucky w warunkach domowych nazywanego Kisiem. Niestety lub też stety ten żywiołowy maluch nie jest wymarzonym modelem, kiedy tylko widzi aparat ożywia się i obwąchuje aparat krzycząc: „Poka, poka” ;)

Jestem ciekawa czy udało Ci się zrealizować już jakiś swój cel na 2018 rok? Mnie i owszem, a jeżeli ciekawość Cie zżera o czym mówię koniecznie przeczytaj: Żegnajcie postanowienia! Stawiam cele.

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.