Minimalizm kosmetyczny w 4 krokach.

Jeszcze kilka lat temu pojęcie minimalizmu głównie kojarzyło się ze stylem urządzania mieszkań. Obecnie zatacza coraz większe kręgi. Dotyczy stylu życia, sposobu ubierania się, a nawet ilości posiadanych rzeczy. Nie mogę powiedzieć, że minimalizm zdominował moje życie, jednak dotknął dwóch sfer: szafy i toaletki.

Kiedy przypominam sobie początki blogowania w głowie mi się nie mieści ile miałam kosmetyków, zarówno tych do pielęgnacji jak i makijażu. Na pewno wiesz o czym mówię. Ogromne zapasy wysypujące się z szafek, a wśród nich produkty, których nawet nie zdążyłam otworzyć przed upływem daty ważności.



Niestety, nie odwiedziła mnie dobra wróżka, która jednym ruchem czarodziejskiej różdżki sprawiła, że problem zniknął. Nie mogę powiedzieć, że nagle doznałam olśnienia. Kosmetyki zaczęły mnie przytłaczać, a ich używanie nie sprawiało mi już przyjemności. Dopiero szereg zmian w moim życiu nakłonił mnie do zmian. Postanowiłam podjąć walkę z impulsywnymi zakupami, magią promocji i górą przewalających się kosmetyków. 

Jakie działania podjęłam? 

  1. Daty ważności. Wyrzuciłam wszystkie przeterminowane kosmetyki. 
  2. Rozdałam przyjaciółkom wszystkie produkty, których nigdy bym nie użyła lub te które się u mnie nie sprawdziły. 
  3. Przestałam kupować kosmetyki pod wpływem impulsu, mam tutaj na myśli promocje, recenzje i wszystkie inne powody, przez które moja „kolekcja” osiągnęła gigantyczne rozmiary. 
  4. Założyłam, że z każdego rodzaju będę miała otwarty jeden, góra dwa produkty. Wiadomo są wyjątki od tej reguły: kredki do oczu i ust, pomadki, błyszczki, róże i lakiery do paznokci. 

Wszystko wydaje się takie łatwe, proste i przyjemne, niestety tak nie było. Pokusy atakowały mnie z każdej strony: recenzje na ulubionych blogach, ogrom pięknych zdjęć na Facebook’u i Instagramie, maile z kodami rabatowymi lub promocjami z ulubionych sklepów. Uratowała mnie siła charakteru, już od dziecka jak coś sobie postanowiłam to robiłam wszystko, oczywiście w granicach zdrowego rozsądku, by to osiągnąć. W tym przypadku niezwykle pomocne okazały się listy kosmetyków z każdej dziedziny wraz z datami ważności. Ogromną przyjemność sprawiało mi skreślanie kolejnych zużytych pozycji. Ulga jaką poczułam, kiedy na liście zostały dwie może trzy rzeczy każdego rodzaju jest nie do opisania. Nie tylko pomogło mi to w zapanowaniu nad ilością kosmetyków, najważniejsze było i już zawsze będzie to, że zniknęło uczucie przytłoczenia, a otwieranie i stosowanie nowego produktu jest swojego rodzaju nagrodą czy też przyjemnością. 

Dzisiaj mogę się pochwalić, że nad wszystkim panuje, a lista kosmetyków wygląda mniej więcej tak:


Co z zapasami?

Powyższa lista obrazuje otwarte w danym momencie kosmetyki. W magicznej szafce znajdują się 2 olejki pod prysznic, balsamy do ciała, płyny micelarne, szampony, 1 tonik i maska do włosów. Wydaje się sporo, jednak większość z nich pochodzi z promocji 1+1.
Jak każdy mam słabe punkty: pomadki i lakiery hybrydowe. Myślę jednak, że i tak ogólny rozrachunek wychodzi na plus.
Wszystko wróciło do normalności, codzienna pielęgnacja i makijaż jest przyjemnym rytuałem, skutkiem ubocznych wszystkich działań jest to że w portfelu brzęczy więcej złotych monet.


Jeżeli przytłacza Cię ilość kosmetyków, a ich używanie nie sprawia przyjemności, zastanów się jak to zmienić! Wszystkie rzeczy, które posiadasz są dla Ciebie nie na odwrót!


Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.