Avene Couvrance tusz do rzęs. Hit czy Kit?

Upodobania człowieka stale się zmieniają, widać to chociażby po tym bez czego nie wyobrażam sobie wyjścia z domu. Nie od dziś wiadomo, że u przedstawicielek płci pięknej jest ich zdecydowanie więcej. Jeszcze dwa lata temu powiedziałabym, że nie wyjdę z domu bez korektora pod oczami, pudru matującego, podkreślonych rzęs i całej masy mniej lub bardziej ważnych gadżetów. Dzisiaj często mój makijaż ogranicza się do tuszu do rzęs. Jeżeli śledzisz mnie regularnie nie tylko tutaj, ale i na Instagramie, na pewno wiesz że od kilku ładnych miesięcy stale korzystam z Loreal Volume Million Lashes So Couture. Ostatnio poczułam potrzebę zmiany? Sama nie wiem. Tak czy inaczej zdecydowałam się na coś zupełnie innego niż zazwyczaj, na maskarę apteczną czy dermokosmetyczną, jak kto woli z Avene z serii Courance. 
 

3 w 1 : podkreśla, oddziela, podkręca rzęsy

• Innowacyjna szczoteczka, która gwarantuje brak grudek
• Formuła o wysokiej tolerancji dostosowana do bardzo wrażliwych oczu i nadwrażliwej skóry wokół oczu
• Długotrwały i łatwy w demakijażu
• Nie kruszy się 
 
 Pierwsze wrażenie było bardzo pozytywne tusz jest bezzapachowy, a jego szczoteczka skojarzyła mi się z moim ukochanym Catchy Eyes z Gosh'a <link> Będę okrutna, ale niestety to był koniec magii. Maskara dość mocno skleja rzęsy, rozmazuje się i kruszy. Formuła jest rzeczywiście dużo delikatniejsza dla oczu, dzięki zawartości oczyszczonych pigmentów i braku parabenów, ale niestety i mniej trwała. Jeżeli nosisz szkła kontaktowe na pewno wiesz jaką zmorą, a czasem i małą tragedią potrafi być drobinka tuszu w oku. 


Nie chcę być złym prorokiem i wciąż wierzę, że trafiłam na felerny egzemplarz. Szczerze nie liczyłam , na to że uzyskam nim wachlarz idealnie rozdzielonych rzęs, zależało mi na tym, by się nie osypywał, ponieważ nie trafiłam jeszcze na maskarę, która w idealnym stanie wytrzymuje 8 godzinną zmianę w pracy, o 10 już nie wspomnę. Niestety nawet moje ukochane Loreal pod koniec dnia spędzonego w klimatyzowanym pomieszczeniu upuszcza kilka drobinek, a wtedy zaczyna się walka z samą sobą, co by tylko nie potrzeć oka.
Dla porównania poniżej zamieszam zdjęcia rzęs pomalowanych loreal So Couture i Avene.


Szczerze liczyłam na coś więcej i wbrew pozorom nie mam pretensji o to że wystarczy odrobina wody by go zmyć, zawiodłam się na trwałości, myślałam, że formuła maskary dla osób z oczami bardzo wrażliwymi nie będzie ich narażać na podrażnienia. Nie okłamujmy się taka drobinka w worku spojówkowym potrafi wyrządzić więcej szkód niż potarcie oka. No cóż eksperyment mogę zaliczyć do nieudanych i z podkulonym ogonem wracam do mojego ukochanego L’Oreal.
 

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.