Catrice HD Liquid Coverage Foundation czy warty jest zachodu?

Zimą zazwyczaj sięgam po produkty znacznie bardziej kryjące. Przy stałych zmianach temperatur, muszę używać czegoś co poradzi sobie z kaprysami cery naczyniowej. Po raz kolejny przeczekałam największy boom i zdecydowałam się na na zakup Catrice HD Liquid Coverage Foundation, ze względu na ciężką dostępność zamówiłam go w drogerii internetowej Ekobieca. Przy wyborze koloru kierowałam się tym z jakiego odcienia korzystałam lata temu przy okazji testowania zupełnie innego podkładu tej marki. W ten oto sposób padło na 020 Rose Beige.


Druga Skóra. Podkład HD Liquid Coverage to wygładzona cera z efektem “high definition”. Wyjątkowo lekka formuła, którą aplikuje się pipetą, oferuje wysokie krycie i utrzymuje się na skórze do 24 godzin. Cera wygląda nieskazitelnie, a przy tym naturalnie, podkładu nie czuć na skórze. Skóra jest gotowa na światła jupiterów i bycie w centrum kamery!
Podkład ma bardzo lekką, lejącą się konsystencję, przez co jego opakowanie jest dość nietypowe – szklana butelka z pipetą. Taka forma dla niektórych, może być przekleństwem. Osobiście uważam, że jest to świetne rozwiązanie, pozwala ono na precyzyjne dozowanie ilości kosmetyku bezpośrednio na skórę. Czytając recenzje i rozmawiając ze znajomymi spotkałam się z opiniami, że produkt bardzo szybko zastyga, co uniemożliwia jego równomierne rozprowadzenie na twarzy. Jeżeli mam być szczera, nie sprawia mi on żadnych problemów, może jest to zasługa tego, że aplikuję go partiami przy użyciu pędzla Kavai 22 – odpowiednik Hakuro H52/H53. Niestety nie odpowiada mi nakładanie go za pomocą gąbeczkami, zarówno Beauty Blender jak i Real Technics, odnoszę wrażenie, że wypijają one znacznie więcej podkładu niż w przypadku tych o kremowych formułach.


Korzystam z niego zarówno na co dzień jak i na wieczorne wyjścia, ponieważ bez problemu można budować jego krycie. Nie zależnie od ilości nałożonych warstw, mówię oczywiście o rozsądnym podejściu, a nie o challenge 100 warstw, bardzo ładnie stapia się ze skórą jakby w nią wchodził. Nie oznacza to jednak, że podkreśla on zmarszczki. Owszem po 10 godzinach w makijażu zdarza się że bardzo delikatnie zbierze się w bruździe nosowo wargowej, ale wystarczy delikatnie rozetrzeć go palcem lub pędzlem i problem znika. Po około 5 godzinach strefa T delikatnie się wyświeca, tak jak w poprzednim przypadku nie jest to jednak duży problem, ponieważ wystarczy odcisnąć nadmiar sebum, ewentualnie lekko przypudrować. Jak widać trwałość podkładu jest zadowalająca. Oczywistym jest, że w okresie jesienno - zimowym delikatnie ściera się w okolicach żuchwy, brody czy szyji szaliki i chusty robią swoje. Jedynym jego minusem jest, to że zdarza mu się podkreślić suche skórki jeżeli nasza buzia nie jest odpowiednio nawilżona. Jestem bardzo ciekawa jak podkład sprawdzi się w okresie letnim? Czy nie będzie zbyt ciężki? Ja będzie z jego trwałością? Nie pozostaje mi nic innego jak po prostu cierpliwie poczekać na wiosnę.

Podkład rozprowadzony na skórze./ Skończony makijaż.
Niestety zdjęcie sauté uszkodziło się podczas zapisu, a nie miałam czasu robić go ponownie. ;( Pocieszam się jedynie faktem, że nie raz nie dwa widzieliście mnie bez makijażu.

Zapomniałam dodać, że początkowo miałam problem z jego ciemnieniem. Okazało się jednak, że jest to wina pudru! Odkąd używam do niego produktów transparentnych problem zniknął.

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.