Pomadka Golden Rose Velvet Matte 05 czyli kilka słów o świetnym, produkcie do ust.

Większość kobiet uważa, że ciemne kolory szminek są odpowiednie tylko na wieczorne wyjście lub w okresie jesienno – zimowym. Nie ja! W ciemnych lub zdecydowanych, mocno nasyconych odcieniach czuję się najlepiej niezależnie od pory dnia czy roku. Matowe pomadki w płynie z Golden Rose już dawno podbiły rynek, a ja jak zwykle zwlekałam z ich zakupem, może dlatego, że nie lubię poddawać się presji. Dopiero w grudniu kupiłam moją pierwszą Velvet Matte o numerze 05.


Pomadka w płynie gwarantuje perfekcyjne, pełne pokrycie ust matowym kolorem przez wiele godzin, bez uczucia przesuszenia i lepkości.
Lekka formuła wzbogacona w witaminę E i olej z awokado sprawia, że usta stają się niezwykle nawilżone i gładkie.
Elastyczny aplikator i kremowa konsystencja zapewniają wygodne rozprowadzanie produktu.
Po aplikacji należy odczekać chwilę, aby uniknąć rozmazania.
Produkt łatwo można zmyć przy pomocy dwufazowego płynu do demakijażu.*
Proste, całkiem eleganckie opakowanie kryje w sobie z pozoru klasyczny aplikator. W rzeczywistości nie jest on zakończony popularnym dziubkiem. Jest spłaszczony z obydwu stron, co jak się później okazuje bardzo ułatwia to precyzyjną aplikację. Konsystencja jest bardzo lekka, przypomina trochę mus. Przed pomalowaniem, warto wykonać peeling ust, zresztą to chyba standard przy używaniu matowych produktów. Pomadka zastyga prawie od razu po nałożeniu, co za tym idzie trzeba go rozprowadzać bardzo dokładnie, zwłaszcza jeżeli chodzi o kontury. Kosmetyk momentalnie wpija się w skórę i co za tym idzie wszelkie poprawki są bardzo trudne.


Kolor na ustach? O tak! Ale tylko super trwały i matowy. 
Za każdym razem kiedy decyduje się na kolorową szminkę, muszę mieć pewność, że jest ona bardzo trwała. Nie lubię co 30 minut zerkać nerwowo w lusterko i sprawdzać czy makijaż ust cały czas spełnia moje oczekiwania. 05 od Golden Rose sprawdza się idealnie! Cztery godziny bez picia i jedzenia, ale za to w towarzystwie ciągłego paplania wygląda nie mal nieskazitelnie. Bardzo subtelnie wyciera się w sumie zjada ze środka ust. Jak wygląda kiedy w grę wchodzi picie i jakiś lekki posiłek? Picie przez słomkę nie jest jej straszne, natomiast podczas jedzenia znika warstwa koloru w wewnątrz ust. Na szczęście bez problemu można potem naprawić szkody. Wystarczy osuszyć wargi i cienką warstwą dołożyć kosmetyk. Nie radziłabym bawić się w zmywanie czy ścieranie produktu do zera, ponieważ może się on rozmazać i zabarwić skórę na około ust. Ważna jest również re aplikacja cienkimi warstwami, by szminka nie zaczęła się rolować.
Zmywanie bez produktu dwu fazowego lub oleju jest odrobinę problematyczne, ponieważ trzeba się nieźle napracować, na czym mogą ucierpieć delikatne wargi. Ku mojemu zaskoczeniu Velvet Matte nie wpływa tragicznie na ich kondycje, wiadomo są lekko przesuszone, ale nie zamieniają się w wiór.

Wiem, wiem zdjęcie jest okropne, ale co tam ;P Najzwyczajniej w świecie odzwyczaiłam się od robienia fotek samej sobie, zresztą nie od dzisiaj wiadomo, że nie jestem mistrzynią selfie. ;)

Szczerze, mówiąc jestem oczarowana tym kosmetykiem i mam nadzieję,że inne kolory są dokładnie takiej samej jakości, ponieważ mam ochotę zakupić jeszcze kilka kolorów.

___________________________________________________________
Źródło:

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.