Łatwe rozczesywanie ze spray'iem Naturia od Rene Furterer.

Za każdym razem, gdy zaczynam pisać post wiążący się z włosami, zastanawiam się czy jestem wstanie uniknąć narzekania na nie, niestety (chyba) jest to nie możliwe. Nie czepiam się ich kondycji, ale struktury, na którą nie mam wpływu. Wysokaporowatość sprzyja nie tylko puszeniu się, ale również kołtunieniu. Niezależnie od tego jak delikatnie bym je myła czy wycierała każdorazowe rozczesywanie to istny dramat. Próbowałam już naprawdę wielu odżywek w spary’u, większość z nich sprawdzała się jedynie na mokrych włosach, użycie ich na suchych skutkowało obciążeniem i pozlepianiem. Ostatnio w moje ręce trafił spray ułatwiający rozczesywanie z Rene Furterer z serii Naturia. Przy okazji recenzji ich maski do włosów Karite wspomniałam o filozofii marki, która nie tylko skupia się na doborze naturalnych składników, ale również na pielęgnację skalpu.


Dzięki swojej wyjątkowo delikatnej formule, spray NATURIA można stosować tak często, jak jest to potrzebne. Pozwala na natychmiastowe rozczesywanie nawet najbardziej delikatnych włosów. Perfekcyjnie rozczesane, ochronione i nawilżone włosy są miękkie, błyszczące i łatwe w układaniu. Nie zawiera silikonów, bez spłukiwania, do wszystkich rodzajów włosów.
Pierwszy kontakt z tym kosmetykiem był odrobinę traumatyczny, ze względu na jego mocno ziołowy zapach, który kojarzy mi się z połączeniem bazylii, goździków, odrobiną jaśminu i kminku. Na szczęście szybko do niego przywykłam, a nawet go polubiłam. Aplikuję go na mokre lub wilgotne włosy, odczekuję chwilę i zabieram się za rozczesywanie. Szczotka, a dokładniej Tangle Teezer sunie przez nie jak po maśle. 
Dodatkowym nie zaprzeczanym plusem jest możliwość użycia go na suche włosy. Świetnie radzi sobie z supłami czy kołtunami powstałymi na skutek ocierania się o szalik lub kołnierz płaszcza.


W tym miejscu miałam już powoli zbliżać się do końca tego wpisu, ale po przejrzeniu opinii na temat tego kosmetyku – w większości negatywnych postanowiłam wypowiedzieć się w kwestii jego składu, bo to czy on działa czy nie to już zupełnie inna kwestia. 

„INCI: Aqua (woda), Pentylene Glycol (humktant (substancja nawilżająca), Butylphenyl Methylpropional (substancja aromatyczna Lilal), Cetrimoniu Chloride (konserwant), Citrinellol (substancja zapachowa występująca w olejkach eterycznych takich jak róża, geranium, melisa, liście cytryny czy pomarańczy), Eugel (związek organiczny imitujący zapach goździków), Hexyl Cinnanal (związek organiczny imitujący zapach jaśminu), Linalool (lanolina), Panthenol, Pantolactone (humektant), Peg-40 hydrogenated Castrol Oil (emulgator), Phenoxyethanol-10 (substancja antystatyczna ułatwiająca rozczesywanie), PPG-26-Buteth-26 (substancja konsystencjotwórcza), Pyridoxyne HCL (witamina B6, pełni funkcję filtra UV).” 

Zastanawia mnie taki krzyk na temat naturalności tego produktu. Z tego co się orientuje marka bazuje na ekstraktach z olejków eterycznych czy też masła karite. Nie nazywają siebie marką ekologiczną, przy takim nazewnictwie ich produkty trzeba, by było zużyć w przeciągu kilku tygodni, a nie 12 miesięcy, stąd w składach znajdziemy konserwanty. Oprócz tego coraz bardziej zaczyna mnie drażnić ten boom na wszystko co EKO, nie mam nic przeciwko kosmetykom naturalnym czy jedzeniu z upraw ekologicznych. Nie dajmy się jednak zwariować! Marki (różne) często nadużywają tego określenia, co jest powodem krzyku konsumentów, który zapominają o zdrowym rozsądku, nie wspomnę już o tym, że część substratów ma dwie wersje jedną klasyczną chemiczną, a drugą organiczną. 
Jak już wspomniałam jest to drugi kosmetyk tej marki, który skradł moje serce, nie tylko za sprawą swojego działania, ale również przyjaznych składów. Na moich włosach kosmetyki tej marki sprawdzają się świetnie, ciekawa jestem jak będzie z pozostałymi produktami, które niedługo trafią w moje rączki. O ile mnie pamięć nie myli czekam na 4, a może 5 kosmetyków z innych linii.

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.