Lirene City Matt mineralny puder matujący.

Czy kiedykolwiek kupiłam dwa razy ten sam puder?
Szczerze mówiąc, chyba nie. To jeden z tych kosmetyków, do których się nie przywiązuje. Używałam już naprawdę wielu, między innymi z : Rimmel, Kobo, Synergen, Vichy, Avene. Przyszedł czas na Lirene i ich nowość City Matt mineral mattifying compact powder.


„Perfekcja i blask! Poznaj nową serię produktów do makijażu od Lirene.
CZY TEN KOSMETYK JEST DLA CIEBIE?
Puder City Matt jest odpowiedni dla każdego rodzaju cery.
Szukasz produktu, który nie tylko zapewni Ci nie tylko efektowne wykończenie makijażu, ale i odpowiednią pielęgnację skóry?
Dzięki lekkiej, mineralnej formule puder City Matt równomiernie się rozprowadza i dopasowuje do koloru skóry, a makijaż wygląda naturalnie i świeżo. Formuła pudru wzbogacona została o algę koralowca, która pochłania nadmiar sebum oraz chroni skórę przed wolnymi rodnikami, dzięki czemu skóra pozostaje matowa i aksamitnie gładka przez cały dzień”


Zacznijmy może od tego, czego oczekuję od pudru. Co najważniejsze ma dawać naturalny efekt, nie jestem fanką płaskiego matu, a co za tym idzie drażni mnie jak kosmetyki tego typu podkreślają suche skórki bądź zmarszczki, oczekuję utrwalenia makijażu, bez efektu maski. Jak radzi sobie City Matt? Otóż wszystko zależy od pogody. Zauważyłam, że dużo lepiej sprawdza się latem nawet w największe upały (używam go od sierpnia), aniżeli zimą.. Gdy na zewnątrz temperatury sięgały, a nawet przekraczały 30 stopni, wystarczyło delikatnie zebrać nadmiar sebum chusteczką lub bibułką matującą, by wszystko wróciło do normy. Niestety teraz jesienią/ zimą przy nagłych zmianach temperatur, czy wilgotności, zdarza się że puder nie daje rady utrzymać tego samego podkładu w ryzach. Pomijam fakt ścierania się, bo to w tym okresie jest całkowicie normalne, ale zdarza się że waży mi się makijaż lub podkreśla wszystkie suche skórki, nawet te które na pierwszy rzut oka wydają się nie istnieć. Jakby tego było mało zebranie nadmiaru sebum jest nie możliwe, ponieważ powstają dziury. Na szczęście nie zauważyłam by City Matt miał jakiś negatywny wpływ na stan skóry. Zapomniałabym wspomnieć, że zdarza mi się go używać solo i niestety wszystkie przypadłości o jakich wspomniałam mają również miejsce. Puder daje podobne satynowe (również zawiera rozświetlające mikrodrobinki) wykończenie jak słynny Rimmel Stay Matte, niestety jak wspomniałam nie radzi sobie równie dobrze, w odróżnieniu od konkurencji.
Nie zmienia to faktu, że świetnie radził sobie latem i właśnie w tym okresie wiosenno – letnim polecałabym się nim zainteresować.


Zapach jest typowy dla produktów kolorowych Lirene mocny kwiatowy, dla niektórych może być duszący. Podczas aplikacji puszystym pędzlem dość mocno się pyli. Kiedy przeczytałam, że jest to puder mineralny łudziłam się że będzie miał przyzwoity skład. Niestety pomyliłam się, jest to typowy puder drogeryjny z silikonem i masą nie potrzebnych chemicznych dodatków. Więc jeżeli zależy Ci na prawdziwym pudrze mineralnym ten możesz ominąć. 

Tak czy inaczej nie wykluczam, że wrócę do niego na wiosnę, jeżeli nic mnie nie zainteresuje.

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.