Wrocław oczami warszawianki. Krasnoludki, most pokutnic, koncert Rammstein, kopalnia złota - Złoty Stok.

Jak to jest kiedy rodowita warszawianka wybiera się na drugi koniec Polski, nie mając zielonego pojęcia o miejscu, do którego jedzie? Przeżywa szok i zachwyt jednocześnie. Zanim jednak opowiem o Wrocławiu z tego miejsca chciałabym podziękować S. i M. bez nich ten wyjazd w ogóle nie doszedłby do skutku, ale to już zupełnie inna nudna historia. Kochani jeszcze raz bardzo Wam dziękuję, a Ciebie przepraszam za ten nudnawy, prywatny wstęp.


Zbiórka 7:15. 
Trasa minęła nam w świetnej atmosferze, przepełniona była cudownymi widokami.



Na miejscu okazało się, że Hotel IBIS Budżet Wrocław Stadion, jest na naprawdę dobrym poziomie. Pokój był czyściutki, łóżko całkiem wygodne, a czego można chcieć więcej podczas dwu dniowego pobytu? Po krótkim odpoczynku wyruszyliśmy na podbój wrocławskiego rynku, już po pierwszych krokach czułam się oczarowana. Piękna architektura i niesamowity klimat sprawiły, że kawałek mojego serca zostanie tam na zawsze. Chcę tam wrócić!.


Po całkiem dobrej kolacji wybraliśmy się na poszukiwanie krasnoludków. Jaka jest ich historia? Skąd wzięły się w tym mieście? Oprócz legend opowiadających o przyjaźni ludzi z krasnoludkami, w latach 80 malowane one były na antykomunistycznych napisach, ich zadaniem była walka z zakłamaniem komunizmu. Pierwszy skrzat wyszedł spod ręki, a właściwie spray’u Waldemara „Majora” Frydrycha vel komendanta Twierdzy Wrocław w nocy z 30 na 31 VIII 1982 r. na transformatorze w dzielnicy Sępolno oraz na bloku na Biskupinie. 
Jeszcze pod koniec lat 80. wrocławska grupa została uhonorowana nagrodą ufundowaną przez Andrzeja Wajdę, który szczerze doceniał jej poczynania. Na początku obecnego stulecia krasnale z murów zaczęły natomiast przenikać do życia Wrocławian w postaci figurek. Najpierw odsłonięto ufundowany przez Agorę pomnik Pomarańczowej Alternatywy – Papa Krasnal stanął przy ulicy Świdnickiej. Kolejnym krokiem było odsłonięcie przez prezydenta miasta tabliczki na ścianie kamienicy „Jaś”. Tabliczka jest swego rodzaju szyldem, a napis na niej głosi: „Muzeum Krasnoludków”. Żeby krasnale jej przypadkiem nie przeoczyły, zamocowano ją na wysokości ludzkich kolan. 
Wbrew pozorom skrzaty, które w dniu dzisiejszym kojarzą się z Wrocławiem są całkiem świeżą sprawą. Pierwsze z nich pojawiły się dopiero w 2005 roku, zostały zaprojektowane przez absolwenta wrocławskiej ASP Tomasza Moczka. Były to: Szermierz przy Uniwersytecie Wrocławskim, Rzeźnik na Starych Jatkach, dwa Syzyfki przy ulicy Świdnickiej oraz Pracz Odrzański przy moście Piaskowym. Od tamtego czasu krasnoludków stale przybywa szacuje się że jest ich około 200, jednak by poznać ich dokładną liczbę, należy zapoznać się z Wielkim Spisem skrzętnie chronionym przez krasnala Klucznika.


Kolejny dzień zaczęliśmy od późnego śniadania w wegańskim barze Vega przy rynku, my mięsożerni byliśmy w szoku jak bardzo sycące jest jedzenie pozbawione składników odzwierzęcych. Po krótkim odpoczynku udaliśmy się do katedry św. Marii Magdaleny, która nota bene jest przepiękna, ale celem naszej wycieczki był Mostek Pokutnic. Legenda głosi, że zamykano tam panny prowadzące hulaszczy tryb życia i zupełnie niezainteresowane życiem codziennym u boku męża i z gromadką dzieci. Był to rodzaj pokuty. Często ta pokuta miała się także kończyć samobójczą śmiercią. Matki wieczorami przyprowadzały swoje córki, by te patrząc na pokutnice, nie zeszły na złą drogę. Duchy pokutnic do dziś muszą zamiatać mostek, objawiają się jako cienie tańczące na moście łączącym wierze katedry.
Całą treść legendy można znaleźć na Stronie Mostku Pokutnic.



Wieczorem nadszedł czas na realizację głównego punktu naszej podróży koncertu Rammstein’a poprzedzonego występem Limp Bizkit. Pisząc ten wpis w tym miejscu zatrzymałam się na ponad 30 minut, zastanawiając się czy to w ogóle da się opisać? Czy da się przekazać energię i emocje, które dało mi to wydarzenie. Myślę, że najlepszym sposobem będzie wstawienie tutaj kilku klipów:


Niedziela dzień powrotu do Warszawy. Na szczęście to miało miejsce dopiero około 18, a może 19. Zanim ruszyliśmy w drogę, zatrzymaliśmy się w kopalni złota – Złoty Stok.

 
Zwiedzanie zaczęliśmy od Sztolni Gertrudy.
Z nazwą sztolni wiąże się następująca legenda. Dawno temu w kopalni złota nastąpił potężny zawał, pod którym zginęło 4 górników. W ówczesnych czasach o podjęciu akcji ratowniczej decydował właściciel kopalni. Często decyzja była okrutna, ze względu na wyeksploatowane miejsca , nie opłacalne dla właścicieli było prowadzenie akcji ratowniczych. Tak tez było w tym przypadku. Wtedy to Gertruda, żona jednego z zasypanych górników, postanowiła sama dotrzeć do miejsca katastrofy i uratować swojego ukochanego męża. Z pochodnią w ręku, z odrobiną jedzenia, weszła w kopalniane labirynty. Mijały dni, a Gertruda nie wychodziła... Prawdopodobnie zabłądziła w chodnikach-labiryntach złotostockiej kopalni i została tam już na zawsze. Fakt ten odnotowano nawet w kronikach miejskich. Później górnicy często opowiadali, że gdy któryś z nich zabłądził, w kopalni słychać było dziwne odgłosy kroków. Zbłąkany górnik biegł w stronę odgłosów, które ostatecznie doprowadzały go do wyjścia. Nigdy jednak nikomu nie udało się zobaczyć tajemniczej osoby, wyprowadzającej górników. Mówiono wtedy, że to dobry duch Gertrudy przychodzi z pomocą i ratuje górnika. 
W sztolni mieliśmy okazję zobaczyć
bogatą ekspozycje map i planów kopalni z okresu od XVIII do XX wieku (w tym tajemniczą mapę Sztolni Czarnej)
w gablotach dawne narzędzia górnicze i hutnicze , minerały , wystawę lamp górniczych
piec muflowy, laboratoryjny piec, w którym wytapiano złoto
osiemnasto wieczny wózek do transportu rudy
W bocznych chodnikach, pełniących dawniej funkcję magazynów materiałów wybuchowych, urządzono laboratorium J. Schärfenberga, człowieka, który w pogoni za eliksirem na długowieczność wynalazł arszenik. Legenda mówi, że arszenikiem ze Złotego Stoku podtruwany był sam Napoleon.
Według wierzeń górniczych złota w kopalni pilnowały gnomy. Mówiono, że są to górnicy, którzy zginęli niegdyś w podziemnych zawałach. Gnomy były postrzegane jako życzliwe postacie, które często ratowały górnikom życie. Aby to zrobić, gnom uderzał ponoć patykiem o patyk. Górnik słysząc odgłos, szedł za dźwiękiem, aż trafił do wyjścia. W naszej kopani można spotkać gnoma Szarego, który pojawia się niespodziewanie z migoczącą lampą. Legenda głosi, ze spojrzenie mu w oczy gwarantuje spełnienie marzeń. Jeśli jednak w oczy gnoma spojrzy człowiek zły, może zostać w kopalni na zawsze...


Oprócz tego w sztolni znajduje się Muzeum Przestróg, Uwag i Apeli, kolekcja tabliczek związanych głównie z przepisami BHP, z uwiecznionymi najróżniejszymi hasłami, instrukcjami i ostrzeżeniami. Często są to hasła wręcz zabawne, typu: "Nie rzucaj młotkiem, będąc na rusztowaniu" lub bardziej ambitne „Co zrobiłeś dzisiaj dla obniżenia kosztów własnych???”
Oprócz tego mieliśmy okazję przejechać się  kolejką górniczą, a także wziąć udział w spływie łodzią przez zalany fragment Gertrudy. Jeżeli zdecydujesz się na taki spływ pamiętaj o tym by nie moczyć w wodzie rąk, a ni tym bardziej jej nie pić! Dlaczego? Jest w niej bardzo duże stężenie arsenu!


Wyjazd był cuuudowny, a ja zakochałam się we Wrocławiu! Pomimo to, że minął już miesiąc ja ciągle żyje tym wyjazdem. Ciągle myślę, kiedy kolejnym wyjeździe w te okolice. Ten krótki urlop idealnie pokazuje, że przez 3 dni można odpocząć, ale i zobaczyć kilka atrakcji.

Co jeszcze warto zobaczyć we Wrocławiu i okolicach?


Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.