Golden Rose Dream eyes Eyeliner 426 czyli mój ostatni makijażowy must have!

Korzystając z okazji, że ostatni wpis dotyczył soczewek kontaktowych chciałabym zatrzymać się przy tej tematyce i opowiedzieć jak zmienił się mój makijaż odkąd noszę szkła. Tak naprawdę dodałam jeden element, bez którego make – up wydaje mi się nie pełny.


Tak dobrze widzicie tym szczegółem jest cielista kredka do oczu z Golden Rose Dream eyes Eyeliner 426. Używam jej z uporem maniaka odkąd powróciłam do wspomnianej wyżej formy korekcji wzroku. Czemu? No cóż, to proste moja dolna linia wodna jest odrobinę bardziej przekrwiona, nie nie jest podrażniona! Jak wiadomo takie zaróżowienie sprawia, że spojrzenie jest zmęczone, a oczy wydają się mniejsze.
Długo szukałam kredki o neutralnym, cielistym odcieniu, która była by trwała. Oczywiste jest to że nie oczekiwałam 8 godzinnej trwałości, ale zależało mi na plus/minus 4, podczas których konturówka będzie znikała równomiernie. Ta stanęła na wysokości zadania!


Moim zdaniem kolor jest idealny. Zaraz po aplikacji efekt jest zbyt mocny, na szczęście po godzinie wygląda już znacznie lepiej, bardziej naturalnie. Linia wodna jest rozjaśniona, a spojrzenie wypoczęte i wyraźniejsze. Tak jak wspomniałam, taki rezultat utrzymuje się do 4 godzin, po tym czasie zazwyczaj decyduje się na ponowną aplikację. 
Grafit ma odpowiednią twardość, łatwo się nim rysuje, ale nie rozmazuje się. Nie odnotowałam żadnych negatywnych skutków codziennego stosowania kredki. Nie podrażnia oczu, nie powoduje zamglenia spojrzenia, o co przy noszeniu soczewek nie jest trudno.


Zdjęcia zrobiłam zaraz po aplikacji, niestety nie miałam możliwości uwiecznić momentu, w którym efekt staje się bardziej naturalny. 
Jeżeli szukasz cielistej kredki za przyjemne pieniądze, myślę że jest to strzał w dziesiątkę! 

PS: Czy jesteś zainteresowana/y wpisem o kolorowych soczewkach i ich pielęgnacji?

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.