Pachnące kremy do rąk Indigo.

Odkąd pamiętam walczę z suchą skórą dłoni. Kremy do rąk mam dosłownie wszędzie przy komputerze, w kuchni, w łazience, w sypialni i oczywiście w torebce. Nigdy nie przepadałam za klasyczną formą ich opakowań. W tubkach zawsze drażniły mnie uciekające nakrętki czy ciężko chodzące zatrzaski. Niestety ciężko dostać tego typu produkty w opakowaniach z pompką. Możesz sobie więc wyobrazić jak bardzo ucieszyłam się, kiedy w moje rączki trafiły dwa kremy z Indigo.

„Kremy do rąk Indigo, podobnie jak balsamy do ciała łączą w sobie unikalną, odżywczą recepturę 9 składników aktywnych połączoną z przepięknymi zapachami. Posiadają jednak gęstszą konsystencję. Tak jak balsamy Indigo, kompleksowo pielęgnują skórę, wyrównując jej koloryt. Sprawiaja, że dłonie stają się delikatne, a ich skóra jest elastyczna i gładka. Indigo jako pierwsza i jak dotąd jedyna firma kosmetyczna połączyła tak wiele składników aktywnych, gwarantując przy tym niespotykaną do tej pory jakość i skuteczność kremu. Swój przepiękny zapach kremy do rąk zawdzięczają wybranym nutom zapachowym z linii perfum Indigo, a także lekkim, słodkim i owocowym kompozycjom oraz aromatycznym, świątecznym zapachom z przyprawami.„
Każda z 9 wersji zapachowych występuje w trzech pojemnościach 30, 100 i 300 mililitrów w opakowaniach z wspomnianą już pompką. Pozwala to na posiadanie swojego ulubionego kremu zawsze przy sobie.
300 ml butelka jest zaopatrzona w działającą bez zarzutu pompkę, sympatycznym dodatkiem jest jej estetyczny wygląd. Zresztą jak w przypadku wszystkich produktów tej marki. Czy muszę wspominać, że stoi obok mojego komputera? Łatwa aplikacja i szybkie wchłanianie, pomimo dość gęstej konsystencji pozwalają mi używać go pod czas pracy, bez jej przerywania czy ob tłuszczenia wszystkiego na około. 


Matrioshka od razu skojarzyła mi się ze świecą Yankee Candle Pink Sands. Moim zdaniem zapach jest odrobinę delikatniejszy, ale równie przyjemny. Utrzymuje się na dłoniach przez około godzinę. Jak radzi sobie z nawilżaniem? Według mnie całkiem nieźle, ale nie jest to najlepszy kosmetyk jakiego używałam w swoim rodzaju. Jest to pewnie związane z tym, że jest mocno perfumowany, a skład sam w sobie do najlepszych nie należy.


Do mojej kosmetyczki trafił 30 mililitrowy przyjemniaczek o zapachy Femme Fatale. W tym przypadku pompka również działa bez zarzutu, a dodatkowym plusem małego opakowania jest twarde tworzywo, z którego jest wykonane. Dla mnie jest to ogromny plus ponieważ nie raz nie dwa zdarzyło mi się, że klasyczne tubki wybuchały mi w torebce. Po miesiącu stosowania, mam wrażenie, że jest on słabszy od swojego większego brata, Konsystencja jest odrobinę rzadsza, a działanie bardziej doraźne niż rzeczywiście nawilżające. Ta wersja zapachowa jest zdecydowanie cięższa, bardziej kobieca czyli idealnie wpasowuje się w moje upodobania zapachowe. Kilka razy po posmarowaniu dłoni słyszałam pytania „Co tak ładnie pachnie?”, „Co to za perfumy?” dopóki nie pokazałam, że jest to tylko krem do rąk nikt nie chciał mi wierzyć.


Czy warto zainwestować w kremu do rąk Indigo? O tym musisz zadecydować sama. Dla mnie jest to strzał w 10! Praktyczne opakowania i piękne zapachy skradły moje serce. Na chwilę obecną nie wyobrażam sobie używania innego kremu. Może się wydawać, że ich ceny są mocno wygórowane 300ml kosztuje 33zł, co daje 11zł za 100ml czy to dużo? To już kwestia indywidualna. Ja już zastanawiam się jaki zapach wybrać gdy skończę Matrioshkę.

Znasz te kremy?
Jaki zapach jest warty uwagi?

____________________________________________
Żródło:

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.