Krem z jadem węża i z 8% tlenem czyli Clarena 60 Seconds Snake Cream i O2xylogic Cream.

Dawno nie pisałam nic o kremach do twarzy a to wszystko dlatego, że testowałam nowości od Clareny. Jakiś czas temu wspominałam Ci, że byłam na konferencji tej marki, wówczas obiecałam, że za jakiś czas pojawi się pełna recenzja ty produktów.


Swoją przygodę zaczęłam z 60 Seconds Snake Cream, który został zrobiony podczas spotkania. Każdy z uczestników otrzymał malutki słoiczek do spróbowania. Dla niektórych osób stosowanie kosmetyków z jadem węża czy śluzem ślimaka jest odpychające, dla mnie od czasu po operacji nie stanowi to większego problemu, ponieważ wtedy śluz ze ślimaka był jednym z moich najlepszych przyjaciół.
Obawiałam się czegoś innego, że ten krem będzie dla mnie zbyt mocny. Okazało się jednak, że świetnie się sprawdził jako 3 tygodniowa kuracja dla mojej przesuszonej w tamtym okresie cery.



„Liftujący krem na dzień rekomendowany dla cery dojrzałej ze zmarszczkami i utratą elastyczności. Dzięki zawartości jadu węża Syn-Ake® zapobiega powstawaniu zmarszczek poprzez hamowanie skurczów mięśni. Lekka formuła sprawia, że krem szybko się wchłania i stanowi doskonałą bazę pod makijaż, a skóra jest gładka zaledwie w kilka sekund.
Regularne stosowanie kremu gwarantuje elastyczności skóry i spłycenie zmarszczek mimicznych. „ 
Pomimo zaleceń, by używać go na dzień, stosowałam go na noc. Robiłam tak z dwóch powodów: 

1. Traktowałam go jako kurację, a jak wiadomo procesy naprawcze w skórze najintensywniej działają właśnie o tej porze. 

2. Razem z innymi Blogerkami zauważyłyśmy, że krem nie z każdym podkładem współpracuje jak należy. Świetnie daje sobie radę przy lekkich, bezolejowych formułach jednak przy cięższych bardziej kryjących, niestety się roluje. 
Krem ma bardzo lekką formułę o różowym zabarwieniu, która szybko się wchłania. Po aplikacji odczuwałam lekkie mrowienie zapewne związane z działaniem jadu węża czyli hamowaniem skurczów mięśni. Skóra po takiej kuracji jest ujędrniona, a zmarszczki mimiczne spłycone. 


Drugim kremem, który (chyba) bardziej przypadł mi do gustu jest O2xylogic Cream - Krem tlenowy o lekkiej konsystencji pianki. Na zdjęciach możesz zauważyć, że mój produkt nie znajduje się w oficjalnej wersji opakowania, wszystko dla tego, że otrzymałam go przed premierowo. Dlatego też nie wiem czy w jakiś sposób nie została zmieniona jego formuła, jednak składniki aktywne na pewno pozostały te same. 


„Krem tlenowy o lekkiej konsystencji pianki, polecany dla skór szarych, zmęczonych i zestresowanych. Dzięki składnikom aktywnym usprawnia oddychanie komórkowe i spowalnia procesy starzenia. SepitonicTMpoprawia natlenienie komórek skóry, dzięki czemu naskórek ulega wygładzeniu, istniejące zmarszczki są wyraźnie spłycone, a tworzenie się nowych jest zahamowane. RiboxylTM stymuluje metabolizm ATP i tlenu oraz detoksykuje i uelastycznia skórę. Aktywne działanie dotleniające wyraźnie wygładza i rozjaśnia skórę, nadając jej promiennego blasku.

RiboxylTM – naturalna D-ryboza, generuje nowe ATP (energię komórek), dzięki czemu pomaga komórkom lepiej funkcjonować. Stymuluje syntezę głównych składników skóry właściwej , przez co poprawia wygląd skóry. Działa ujędrniająco, uelastyczniająco, przeciwzmarszczkowo i odżywczo na skórę.
SepitonicTM – zwiększa natychmiastową dostępność tlenu i tym samym poprawia natlenienie komórek skóry. Następuje polepszenie metabolizmu i przyspieszenie regeneracji komórek. Skóra ulega wygładzeniu, istniejące zmarszczki są wyraźnie spłycone, a tworzenie się nowych jest zahamowane. Dodatkowo chroni skórę przed działaniem wolnych rodników oraz procesem glikacji – istotnymi czynnikami przyspieszającymi starzenie.„
Od samego początku zastanawiało mnie określenie „o konsystencji pianki”, szczerze mówiąc nie widzę nawet podobieństwa. W moim odczuciu jest ona owszem lekka, ale kremowo – żelowa. Krem szybko się wchłania, niweluje uczucie ściągnięcia skóry i pozostawia na niej delikatny film, który daje efekt wygładzenia. Nie zauważyłam, by miało to negatywny wpływ na kondycję cery, na pewno ułatwia aplikację podkładu. Niestety używając go pod makijaż musisz pamiętać, by użyć mocno matującego pudru, ponieważ wzmaga on świecenie. Czy to nie paradoks? Kładziemy dzienny krem nawilżający, a potem musimy zaaplikować produkty mocno wysuszające. Znacznie lepiej sprawdza się w dni kiedy nie muszę się malować lub w pielęgnacji wieczornej kiedy moja skóra nie potrzebuje bardzo mocnego nawilżenia. Ale, ale… Czy to oznacza, że O2Oxylogic jest kiepskim kremem? Moim zdaniem nie. Po regularnym stosowaniu przez około miesiąc zauważyłam poprawę kondycję jakości skóry. Stała się ona bardziej elastyczna, widocznie nawilżona dzięki czemu zyskuje naturalny blask. 

Musisz pamiętać, że moja cera jest bardzo wymagająca, wiąże się to z jej mieszaną „struktura”. Nie jest typowa, ponieważ strefy lubią się zamieniać w jednym okresie strefa T się przetłuszcza, a w innym przesusza Wszystko zależy od momentu cyklu, aury panującej na zewnątrz oraz wilgotności powietrza w pomieszczeniach, w których przebywam.


Czas na podsumowanie. Oba kremy przy regularnym stosowaniu poprawiają wygląd i jakość skóry, nie przyczyniają się do powstawania nieprzyjaciół. W takim razie czy warto zainwestować w te kosmetyki? Według mnie tak, ponieważ nigdy nie zauważyłam by typowy drogeryjny krem tak dobrze wpływał na moją skórę, nie mogę jednak pokusić się o porównanie do dermokosmetyków, które często skupiają się na walce z konkretnym problemem.

________________________________________________
Źródło: 

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.