Green Pharmacy olejek łopianowy z czerwoną papryką czyli mój powrót do olejowania włosów.

Kiedyś regularnie olejowałam włosy, potem z niewiadomego powodu przestałam, nie pytaj czemu nie wiem, może tak po prostu, a może z lenistwa… Jednak jakieś dwa, a może już trzy miesiące temu postanowiłam powrócić do tego zabiegu. Wymyśliłam sobie, że na początek kupię jakiś tani, ale dobry olejek, tak na wszelki wypadek, gdybym jednak nie była systematyczna. Wybrałam Olejek łopianowy z czerwoną papryką z Green Pharmacy.


„Naturalny olej z korzenia łopianu wzmacnia strukturę włosów, odżywia ich cebulki, pobudza wzrost, zmniejsza łojotok. Działa przeciwzapalnie i przeciwłupieżowo. Czerwona papryka pobudza mikrokrążenie skóry głowy, ułatwia wnikanie składników aktywnych olejku do korzeni włosów. Włosy są gęstsze i mocniejsze, lśniące, pełne życia.”
Co skłoniło mnie, by ponownie zacząć przygodę z olejowaniem? Przesuszona skóra głowy i wzmożona łamliwość włosów. Zanim jednak opowiem o efektach zatrzymam się na chwilę przy opakowaniu, które jak w większości tego typu kosmetyków nie jest zbyt praktyczne. Brak dozownika utrudnia, aplikację odpowiedniej ilości produktu, na szczęście po kilku użyciach doszłam do wprawy. Olejek jest praktycznie bez zapachowy. Jednorazowo zużywam około 2 łyżek stołowych, może wydawać się że jest to dużo. Musisz jednak wiedzieć, że nakładam go nie tylko na skórę głowy, ale również na długość włosa, a moje kłaczki wchłaniają znaczną jego porcję.

„Ciepły olejek wmasować w skórę głowy u nasady włosów, pozostawić na 20-30 minut, następnie umyć włosy szamponem i nałożyć balsam, najlepiej z serii Green Pharmacy, dostosowanym do typu włosów. Stosować zabieg 1-2 razy w tygodniu. Unikać kontaktu z oczami, a w przypadku dostania się do oczu przemyć od razu dobrze wodą.”
Jak widzisz producent zaleca aplikację na ciepło, jeżeli mam być szczera nigdy w ten sposób nie robiłam, możliwe że wtedy efekty były by bardziej zadowalające, kto wie. 
Używałam go raz w tygodniu, nakładając go na godzinę dwie przed myciem. Zmywam go za pomocą metody OMO, która gwarantuje mi 100% zmycie olejku z włosów. Efekty? Mnie zadowoliły. Nie liczyłam na przyspieszenie wzrostu włosów, a nawilżenie skóry głowy jak i samych włosów. Udało się! Skóra przestała się łuszczyć, a kłaczki stały się bardziej błyszczące i elastyczne. 
Skład jest prosty, nie znajdziemy w nim zbędnej chemii:
„Vegetable Oil (olej roślinny), SC-CO2-extract Arctium Lappa (Burdock) (łopian), Capsicum Annuum Resin(olej z czerwonej papryki), BHT(przeciwutleniacz)."
W internecie natrafiłam na burzę dotyczącą tego olejku „przecież to sam olej roślinny!” owszem, ale czy to coś złego? Moim zdaniem, ten produkt jest dobrym wyborem, by zacząć swoją przygodę z olejowaniem, by sprawdzić czy w ogóle odpowiada nam taka forma pielęgnacji.
Jakie oleje polecacie?

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.