Manicure hybrydowy w PARDON MY FRENCH!

Od prawie 4 lat sama dbam o swoje dłonie, mam tutaj na myśli manicure zarówno klasyczny, hybrydowy jak i stylizacje żelowe. Na pewno się ze mną zgodzisz, że miło jest usiąść na fotelu i oddać się w ręce profesjonalisty, dlatego też postanowiłam właśnie w moje urodziny wybrać się najpierw do mojego mistrza Kaspra Muth, który tym razem przemienił mnie w mroczną wampirzycę, a zarazem pozbawił elementu charakterystycznego jakim były czerwone włosy, a potem skorzystałam, z zaproszenia do salonu Pardon My French na ulicy Mokotowskiej 56 (jest to jedna z trzech lokalizacji) gdzie z wielką przyjemnością oddałam się zabiegowi manicure hybrydowego.


Salon jest przepiękny. Lekki i dziewczęcy wystrój sprawił, że w mgnieniu oka poczułam się niczym księżniczka. Cały zabieg przebiegł bardzo szybko (ok. 1h) w bardzo miłej atmosferze. Idąc do salonu miałam ochotę na hybrydowy odpowiednik Essie Watermelon, niestety okazało się że w tej fili nie mają hybryd z Essie. Odrobinę nie pocieszona szybko zdecydowałam się na Shellac Plum Paisley piękną, głęboką śliwkę z jaśniejszymi drobinkami w tej samej tonacji.


Cena to 120zł. Zabieg został wykonany z ogromną dbałością o takiego detale jak dezynfekcja czy sterylność narzędzi. Od wykonania manicure dzisiaj minie tydzień, a pazurki dalej wyglądają nieskazitelnie, oczywiście jak przymkniemy oko na pojawiający się odrost. Mam nadzieje, że pazurki wytrzymają jeszcze 1.5 tygodnia.


Jeżeli chcesz poczuć się dopieszczona i zrelaksowana to Pardon My French będzie miejscem idealnym. Kobiecy wystrój i przesympatyczna atmosfera działają naprawdę kojąco.

Znasz Pardon My French?

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.