Gosh No Limit Lash Maskara czyli zagadka ostatnich miesięcy.

Nie przypuszczałam, że moja przygoda z cudowną Helena Rubinstain QueenFeline zakończy się tak szybko, po nie całych trzech miesiącach od pierwszego użycia maskara stała się sucha i zaczęła się kruszyć po kilku godzinach. Nie pocieszona sięgnęłam po kolejny tusz do mojej magicznej szufladki, by zacząć testowanie Gosh No Limits.
„Doda swoim rzęsom nowego wymiaru – extra objętości i długości z nowym tuszem od Gosh No Limit Lash Mascara. Innowacyjna formuła z w połączeniu z gładką i delikatną szczotką, z różnej długości włosiem, pokrywa każdą rzęsę od nasady, aż po same końce i daje natychmiastową objętość oraz dramatyczne wydłużenie. Bardzo dobra pigmentacja tuszu podkreśla efekt zagęszczenia rzęs. Tusz nie skleja rzęs, nie rozmazuje się.”
Szczerze mówiąc nie wiem od czego zacząć i to wcale nie dlatego, że jestem zachwycona tym produktem, jestem zawiedziona. Nie umiem jednak stwierdzić w ilu procentach jest to kwestia świetnej poprzedniczki, a w ilu jest on po prostu kiepski. Opakowanie jest dobrej jakości, jednak sama szczoteczka jest dla mnie zagadką. Przez cały okres naszej przygody nie odkryłam jaka jest jej funkcja, jest to kolejna szczoteczka o przedziwnym kształcie i różnych długościach włosków, która na moich rzęsach nie daje sobie rady. 


Nie zależnie od tego jakbym jej używała moje rzęsy są posklejane, a doprowadzenie ich do estetycznego wyglądu za pomocą tej szczoteczki graniczy z cudem. Uwielbiam kiedy moje rzęsy stają się widoczne czarne, uniesione, lekko pogrubione i idealnie rozdzielone. Tutaj dostaję oblepione tuszem, posklejane, pełne grudek, może lekko wydłużone rzęsy. Początkowo myślałam, że jest to wina tego, że produkt jest świeży, a formuła mocno wilgotna. Niestety z biegiem czasu było coraz gorzej. Wszędzie pełno paprochów, które w ciągu dnia opadają na policzki, a rzęsy wyglądają po prostu nieestetycznie. Nie wspomniałam, że nie ubrudzenie się graniczy z cudem, co widoczne jest na zdjęciach.
  Po napisaniu tego wpisu z wielką przyjemnością pożegnałam się z No Limits. Niestety pomimo całej mojej sympatii do marki Gosh moim zdaniem jest to jeden z gorszych ich kosmetyków.

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.