Maybelline Color Tattoo Creamy Mattes | Creme de Nude 93. Mój pierwszy raz z cieniem w kremie.

Nigdy wcześniej nie używam cieni w kremie, chyba miałam do nich uraz po niezbyt udanym romansie z różami w takiej konsystencji. Na Maybelline Color Tattoo zdecydowałam się tak naprawdę z braku laku, na ostatni wyjazd pod koniec lata nie wzięłam bazy pod cienie, a niestety podczas tego wyjazdu musiałam dobrze wyglądać. W najbliższym Rossmanie nie znalazłam nic innego co mogłoby sprawdzić w tej roli.


Na początku nakładam go palcem, nie był to najlepszy pomysł. Cień ma dość tępą konsystencje, która w kontakcie z palcem zostaje w liniach papilarnych, a nie przenosi się na powiekę. Już myślałam, że wywaliłam pieniądze w błoto... Wpadłam jednak na genialny pomysł nakładania cienia pędzlem języczkowym i to był strzał w 10! Rozcieranie nie jest najlepszą metodą, dużo lepiej sprawdza się wklepywanie, a dopiero potem delikatne roztarcie. Kosmetyk lekko zastyga na powiecie, dzięki czemu położone na nim cienie są nie do zdarcia, spokojnie wytrzymują na powiekach ponad 8 godzin.


Cień jest bardzo jasny, to beż o żółtych pod tonach, dzięki czemu idealnie niweluje zasinienie powieki i ukrywa widoczne na niej żyłki. Zdjęcie na dłoni robiłam kiedy byłam jeszcze bardzo opalona, jednak za chwilę zobaczysz zdjęcie produktu na powiecie, gdzie cień idealnie wtopił się w skórę. Musisz jednak pamiętać, że nie opalałam twarzy.



Jak widzisz nie ma dużej różnicy w kolorycie powieki, jest on jednak delikatnie wyrównany. Zapomniałam napisać, że Creme de Nude bardzo ładnie podbija jasne cienie do powiek, zwiększając ich intensywność i ułatwiając ich blendowanie.
Pomimo dużej ilości zalet nie wiem czy chciałabym kupić sobie inne odcienie z serii Color Tattoo, a to dlatego, że nie przepadam za jedno kolorowym makijażem oka.

Lubisz cienie w kremie?
Może są jakieś inne warte uwagi?

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.