NEW IN: The Balm NUDE' tude!

Z czym jeszcze kojarzy mi się jeszcze nasz wyjazd do Bułgarii, o którym już Ci opowiadałam o tutaj/klik. Mój mężczyzna po raz kolejny spełnił jedno z moich małych marzeń, tym razem kosmetycznych. Podczas spaceru po strefie bezcłowej kupił mi cudowną, wymarzoną paletkę z The Balm NUDE' tude. Od pierwszego wejrzenia pokochałam jej design, a po pierwszym macaniu, wiedziałam, że kiedyś będzie moja. Stało się to szybciej niż przypuszczałam... :) Możesz mi wierzyć lub nie, ale od momentu kiedy ją sfotografowałam używam tylko i wyłącznie jej inne cienie i paletki poszły w odstawkę. I to nie tylko ze względu na to, że to było marzenie.
Widzę zdecydowaną różnicę w jakości tych cieni. Ich pigmentacja i łatwość blendowania sprawiają, że jestem wstanie wybaczyć im lekkie osypywanie się, oprócz tego są one niezwykle trwałe, nawet bez dobrej bazy. Czemu tak uważam? To proste! Cienie utrzymują się bez zarzutu na mojej problematycznej dolnej powiece, z  której wszystko spływa. Tutaj nie ma o tym mowy. Cień solo czy na kredce trzyma się ponad 7 godzin.

Kolory są znacznie ładniejsze niż na wszystkich swatchach, które widziałam w internecie. Moim zdaniem jest to idealna kompozycja dla każdego koloru oczu. Uwielbiam podkreślać moje zielone mieszanką Sexy i Silly, dzięki której stają się jeszcze bardziej intensywne.



Nie traktuj jednak tego wpisu jako recenzję, z paletki korzystam niecały miesiąc, co  za tym idzie nie poznałam jej jeszcze na wylot. Chcę jednak podzielić się z Tobą moją radością.  Pełna recenzja wraz z propozycjami makijaży pojawi się za jakiś czas.

***Znasz te urocze kobitki? Jaką masz o nich opinię?***

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.