NEW IN: Essence 13 Love me & 12 Wish me a rose.

Od dawna po nocach śniły mi się naturalnie podkreślone usta. Szukałam bardzo długo idealnej pomadki i konturówki do kompletu. Ostatnio furorę robią trwałe pomadki z Essence, a także ich konturówki. Robiłam wiele podejść do zakupu, jednak miałam problem z doborem kolorów, ponieważ często nie było testerów.  Ostatnio trafiłam do Natury, pod czas promocji - 40 % na kolorówkę, ku mojemu dziwieniu udało mi się wybrać coś dla siebie.

Nie przepadam za  błyszczącym wykończeniem - w mojej kolekcji mam raptem dwa błyszczyki. Nie przepadam za typowymi odcieniami nude - nie ważne czy jasne czy nie źle się w nich czuje, nie przepadam za efektem sinych warg. Wybór pozostaje dość ograniczony w kwestii kolorów neutralnych, ponieważ bardzo ciężko znaleźć odcień o chłodnych bądź neutralnych pod tonach. 
Pierwsza do mojego koszyka trafiła konturówka z 12 Wish me a rose, potem zaczęłam poszukiwania idealnej pomadki koniec końców zdecydowałam się na  13 Love me.


Kolor obu jest identyczny tzw kolor naszych ust tyle, że lepszy. Na powyższym zdjęciu pomadka wydaje się błyszcząca, nie dajcie się zwieść, po chwili staje się ona satynowa lub matowa, w zależności od tego ile  jej nałożymy. Zależało mi na trwałości, wczoraj był dzień testu. Makijaż robiłam o 14:30 a do domu wróciłam około 20:40. Przez ten czas dużo gadałam i piłam. Owszem combo ścierało się lekko od środka ust, wystarczyło jednak, że potarłam wargami o siebie i wszystko wracało do normy. Koniec końców po powrocie do domu kolor dalej był widoczny na ustach, był może nieco mniej intensywny, ale dalej wyglądał bardzo estetycznie. Jeżeli chodzi o komfort noszenia, osobiście jestem przyzwyczajona do matowych pomadek czy konturówek. Nie przeszkadza mi minimalna suchość towarzysząca ich noszeniu, zdaję sobie sprawę, że osoby, które nie przepadają za tego typu wykończeniami będą czuły dyskomfort.


***Co macie dzisiaj na ustach?***

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.