Drogeryjna Perełka - Garnier Fructis Oleo Repair.

Odkąd przerzuciłam się na pielęgnację włosów kosmetykami Joico, nie kupowałam żadnych produktów drogeryjnych. Jednak ostatnie eksperymentalne Podczas farbowania mojej mamuśki, zmusiły mnie do kupienia odżywki, która miała posłużyć mi jako kosmetyk zabezpieczający cześć włosów przed zafarbowaniem. Eksperyment mogę spokojnie zaliczyć do udanych, a ja zostałam z opakowaniem Garnier Fructis Oleo Repair do włosów suchych, przesuszonych, zniszczonych.

Producent zapewnia nas o zbawiennym działaniu 3 olejków  (z oliwek,  awokado i karité), niestety nie są one głównymi składnikami tej odżywki. Znajdują się w połowie i na jego końcu. Niezaprzeczalnym plusem jest to, że alkohol znajduje się również w połowie,  a nie na samym początku jak to zwykle bywa. O ile węch mnie nie myli zapach jest typowy dla Garniera,  a odżywka ma gęstą, kremową konsystencję.
Czemu jej użyłam? Z czystej babskiej ciekawości.  Okazało, się że świetnie się sprawdza kiedy chcę mieć bardziej kręcone włosy. Jest lżejsza od mojej ulubionej Joico i nie ma składników, które odpowiedzialne są za wygładzenie.  Oprócz tego po jej użyciu włosy są tak samo miękkie  i łatwo się rozczesują jak po mojej ulubienicy. Niestety nie posiada składników chroniących kolor. Co w przypadku Joico jest normą. Na szczęście Garnier nie ma negatywnego wypływu na kolor. Wiem, że Kasper nie będzie ze mnie dumny i nie mam tu na myśli odżywkowej zdrady, a faktu, że raz musiałam umyć głowę innym szamponem, który masakrycznie wypłukał mi kolor. Jaki jest wniosek, no cóż to czy kolor się wypłukuje czy nie jest tylko i wyłącznie sprawą użytej farby, a również pielęgnacji jakiej używamy.
Reasumując jest to przyjemna, nawilżająca, dość lekka odżywka w przystępnej cenie i o nie najgorszym składzie..

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.