Powrót po latach: Maybelline The Colossal Volum Express.

Tusz do rzęs jest dla mnie jednym z dwóch najważniejszych kosmetyków,  na pierwszym miejscu jest oczywiście korektor pod oczy.  Dziwnym trafem oba kupiłam podczas promocji w Rossmanie. Nie przepadam za zakupami stacjonarnymi, ale tym razem nie miałam wyjścia. 


Zdecydowałam się na masakrę Smoky eyes od Maybeline. Zapomniałam już jak lubiłam ich tusze. Ta wersja ma klasyczną, dość dużą  szczoteczkę, która od pierwszego użycia nabiera odpowiednią ilość produktu. Początkowo bałam się że masakra będzie sklejać rzęsy,  przez swoją lekką jakby musową konsystencję, nic takiego się nie stało. Od pierwszej aplikacji sprawdzała się świetnie, idealnie rozczesywała włoski bez tworzenia efektu pajęczych nóżek. 


Nie zauważyłam, by się osypywała czy rozmazane.  Zdała również test łez,  co prawda nie płakałam,  ale złapała mnie okropna ulewa.  Nie była to może ocena celująca, a porządna 4+ - górne rzęsy pozostały w stanie nie naruszonym, dolne trochę się rozmazały ...

Maskara nie sprawia żadnych innych problemów, no może oprócz tego, że można się nią nieźle ubrudzić, ale myślę, że to kwestia wprawy. Łatwo się zmywa, nie podrażnia oczu ani ich okolic. 


Reasumując uważam", że jest to całkiem dobry kosmetyk w przystępnej cenie. Nie potrafię powiedzieć jak będą sprawdzać inne wersje Maybelline Colossal,  ponieważ nie miałam ich od ponad 2 lat, a jak wszyscy wiemy koncerny kosmetyczne lubują się w zmienianiu składów i formuł swoich sztandarowych produktów.

A teraz mały bonus:
Nudziło się mojemu dzielnemu fotografowi :*


Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.