Kobo Modeling Illuminator - niezły ale...

Na pewno znacie to uczucie kiedy kupujecie jakiś kosmetyk z polecenia waszej ulubionej youtuberki czy blogerki, a potem okazuje się, że nie do końca spełnia on wasze oczekiwania. Taka właśnie przygoda spotkała mnie z korektorem pod oczy z Kobo.

Zawsze kiedy zastanawiam się na zakupem nowego korektora pod oczy początkowo mam ochotę wrócić do mojego ulubieńca z Rimmel Perfection Match, jednak przychodzi co do czego testuję jakąś nowość. Za każdym razem na swój sposób żałuję tego wyboru. Jak wiecie zmagam się z dość dużymi sińcami pod oczami, oprócz tego w moim przypadku skóra w tych okolicach jest bardzo podatna na wysuszenia.

Korektor dostępny jest w dwóch odcieniach 101 z różowymi tonami i 102 z żółtymi. Zdecydowałam się na ten pierwszy. Faktycznie różowy odcień sprawia, że spojrzenie sprawia wrażenie bardziej świeżego, mam jednak wrażenie że nie co gorzej kryje. Kosmetyk ma ledwo wyczuwalny zapach. Niestety jego konsystencja pozostawia wiele do życzenia.
 

 Jest ona tępa. Ciężko się rozprowadza, podkreśla wszystkie możliwe załamania skóry, ba czasem tworzy nowe, a to wszystko przez to że ma tendencje do wysuszania skóry. Jeżeli nie użyje pod niego dobrze nawilżającego kremu pod oczy, wieczorem okolica moich oczu wygląda okropnie.

Owszem korektor ładnie kryje i odświeża spojrzenie, jednak nie sięgnę po niego ponownie. Nie mogę sobie pozwolić na tak wysuszający kosmetyk, pod oczy. Nie oznacza to jednak, że go skreślam, świetnie sprawdza się przy konturowaniu twarzy. Miejsca, które rozświetlę nim rano zostają takie do końca dnia.

***Co myślicie o korektorze z Loreal'a True Match?***

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.