Algi morskie do boju | Naturalny żelowy peeling do twarzy ALGI FILIPIŃSKIE I ZIELONA HERBATA z Orientany.

W pielęgnacji mojej twarzy bardzo dużą wagę przywiązuje nie tylko  do oczyszczania czy nawilżania, ale również do złuszczania. Raz w tygodniu staram się sięgać po korund, o którym możecie poczytać tutaj. Jednak ostatnio moja buzia wymaga nieco częstszego peelingowania. Biorąc pod uwagę, że przy tej czynności rozsądek gra bardzo ważną rolę nie sięgam częściej po tlenek glinu. Wybieram produkty znacznie delikatniejsze. Jednym z nich jest naturalny żelowy peeling do twarzy z algami filipińskimi i zieloną herbatą z Orientany. Muszę się wam przyznać, że bardzo ale to bardzo długo nie sięgałam po kosmetyki tej firmy i bardzo żałuję.


Kiedy pierwszy raz zobaczyłam opakowanie tego kosmetyku byłam zdziwiona jego wielkością, jak chyba każda z nas jestem przyzwyczajona do drogeryjnych pojemności, które mają wystarczyć na kilka ładnych miesięcy. Tak naprawdę ta kwestia jest wyjaśnieniem nie typowego opakowania tego peelingu. W plastikowym słoiczku znajduje się zaledwie 50ml, które musimy zużyć w przeciągu 3 miesięcy. Na początku obawiałam się, że ten peeling będzie bardzo nie wydajny. Przez swoją żelową (galaretkowatą) konsystencję, nic bardzo mylnego. Po miesiącu stosowania co 2-3 dni zaczynam się bać, że nie uda mi się go zużyć w określonym czasie. 
Jest to mój pierwszy kosmetyk o takiej konsystencji. Jest to bardzo gęsty żel z drobinkami pestek moreli i orzecha, które bardzo delikatnie złuszczają naskórek. Miło zaskoczył mnie fakt, że po jego użyciu mogę zapomnieć o wysuszeniu skóry, a to wszystko dzięki soku z liści aloesu. Głównym zadaniem tego peelingu oczywiście oprócz złuszczenia jest znormalizowanie wydzielania sebum. Z tym zadaniem świetnie radzą sobie pozostałe składnikiekstrakt z zielonej herbaty, ekstrakt z alg,  ekstrakt z rozmarynu, ekstrakt z liści miodli indyjskiej, ekstrakt z lukrecji gładkiej, olejek z bazylii,  olejek z goździkowca, ekstrakt z lawendy, ekstrakt z kozieradki, olejek z drzewa herbacianego. 
Jak już jesteśmy przy składzie warto się przy nim zatrzymać i wspomnieć o nietypowym zapachu tego kosmetyku. Na samym początku kojarzył mi się tylko i wyłącznie z męską wodą kolońską lub wodą po goleniu. Z czasem byłam wstanie wychwycić no właściwie wyczuć poszczególne elementy takie jak algi, zieloną herbatę, rozmaryn, czy lawendę.
W dniu dzisiejszym mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że bardzo polubiłam się z  konsystencją oraz delikatnością tego kosmetyku. Ciekawi mnie jego druga kremowa wersja z papają. A tak z innej bajki jak smakuje, pachnie papaja?
24 zł za 50 ml wydaje się, że to dużo? Spójrzcie na tę cenę przez pryzmat jego składników, oraz fakt że jest produkowany poza granicami naszego kraju.

15 komentarzy:

  1. ja coraz bardziej przekonuje się do Orientany :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja nie przepadam za żelowymi konsystencjami kosmetyków, ale miałam kremowy peeling z tej formy z papają i byłam zachwycona :) W ogóle uwielbiam tą firmę ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Będę musiała wypróbować. Z orientany miałam krem do twarzy i jeden jeszcze mam, do tego maseczkę do twarzy i kurację do włosów. Z wszystkiego jestem zadowolona, z wyjątkiem tego jednego kremu. Myślę, że sięgnę po ten peeling i go wypróbuję! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiem czy ten zapach byłby dla mnie odpowiedni.

    OdpowiedzUsuń
  5. ta firma mnie kusi! ZAPASY ZMNIEJSZCIE SIĘ!

    OdpowiedzUsuń
  6. bardzo fajna firma dużo o niej dobrego słyszałam

    OdpowiedzUsuń
  7. Skład rzeczywiście cudowny :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wygląda bardzo kusząco, moja cera ostatnio woli delikatniejsze traktowanie, więc ten peeling byłby idealny, tak wnioskuję z Twojego opisu :) A cena wcale nie jest wysoka jak na kosmetyk naturalny, zwłaszcza że wydajność ma świetną i działanie bardzo zadowalające ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Myślę, że polubiłabym się z ta galaretkowatą konsystencją:-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wygląda interesująco :) Może się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Piszesz że jest bardzo gęstym żelem, ja już po zobaczeniu go na zdjęciu skojarzyłam z jakimś bublem którego miałam, był niby w formie żelu ale taki bardzo wodnisty. Ale ciekawy produkt pokazałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Orientanę znam tylko z jednego peelingu, który kiedyś dostałam w podarunku od jednej blogerki, miał strasznie dziwną konsystencję i mnie nie zaciekawił. Wypróbowałabym jednak czegoś innego z ich produktów. Algo morskie w kosmetykach lubię. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Niestety nie umiem opisać smaku papai, ale nie został on moim ulubieńcem ;) Z Orientany znam tylko masło do ciała, które doprowadziło do przeraźliwego przesuszenia skóry :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja od nich miałam głownie produkty do twarzy i pod oczy

      Usuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.