Zatrzymać opaleniznę - Lirene Balsam Brązujący

W przeciągu stuleci wiele razy zmieniała się powszechna opinia na temat opalenizny. Na początku uważana była za znak rozpoznawczy niewolników bądź mieszczan, z czasem pogląd ten ewoluował, a złoto brązowa skóra zaczęła być kojarzona ze zdrowiem, młodością i pięknem. Współcześnie społeczeństwo podzieliło się na kilka grup: uwielbiających opalania, dbających oto by opalenizna była faktycznie zdrowa i długo trwała, nie korzystających z kąpieli słonecznych w ogóle.
Zawsze byłam w grupie drugiej, kochałam wygrzewać się na słońcu, zawsze starałam się pamiętać o filtrach, a moja skóra szybko się brązowiła. Wszystko zmieniło się po operacji którą miałam kilka lat temu. Moje ciało przestało w ogóle reagować na słońce, a jak już to bardzo ale to bardzo powoli. Od tego momentu rozpoczęłam poszukiwania kosmetyku, który pomógłby mi w uzyskaniu zdrowo wyglądającej skóry. Próbowałam wielu samoopalaczy i balsamów brązujących, ale żaden nie spełniał moich wymagań tak dobrze jak ten.

Dopiero kosmetyk z Lirene pozwolił mi cieszyć się ciałem muśniętym słońcem.  (Mam nadzieję, że równie dobrze sprawdzi się zimą.) Konsystencja jest bardzo rzadka, zdarza się, że ucieknie mi przez palce.Wszystkie samoopalacze zawsze nakładam w rękawiczkach - moje dłonie bardzo mocno chłoną pigment, nie zależnie od tego ile razy i czym po aplikacji je umyje. Zapach jest kwestią sporną jak przy wszystkich tego typu produktach. Można powiedzieć, że jest on kawowy, jednak nie jest to czysty klasyczny aromat tego napoju. Po zaaplikowaniu pojawia się typowy smrodek samoopalacza, w moim odczuciu nie jest, aż tak męczący. Jednak nie odważyłabym się używać go na dzień. Wchłania się dość długo, jednak mnie to nie przeszkadza, ponieważ zawsze  nakładam go po wieczornej kąpieli, po której przykrywam się lekkim kocykiem z kubkiem herbaty w dłoni. Efekt? Według mnie jest genialny! Trzeba się  naprawdę bardzo postarać, żeby narobić sobie plam. Należy jednak pamiętać o podstawowych zasadach używania kosmetyków tego typu tj. peeling i dokładne rozsmarowanie ze szczególnym uwzględnieniem okolic kostek, kolan i łokci. Kolor opalenizny jest bardzo zbliżony do mojego naturalnego koloru, (ah jak ja dawno go nie widziałam xD) brązowy z nutką złota. Satysfakcjonujący mnie efekt uzyskuję przy używaniu go 2 - 3 razy w tygodniu. Więcej nie potrzebuje. 
Szczerze zastanawiam się jaki kolor uzyskałabym używając go tak jak zaleca producent: 2 razy dziennie? Byłabym marcheweczką?!

Cena około 12zł za 250ml 

37 komentarzy:

  1. niestety nie dla mnie, bo żeby zatrzymywać opaleniznę trzeba ją mieć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że nie przeczytałaś całej notki, a chociażby coś więcej niż sam tytuł. Wiedziałabyś wtedy, że od kilku lat mam bardzo duże problemy z naturalnym złapaniem opalenizny.

      Usuń
  2. Fajnie,że efekt jest zadowalający:)

    OdpowiedzUsuń
  3. ja go miałam i jakoś za nim nie przepadam :D wolę balsam brązujący z Dove :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie niestety większość kosmetyków Dove uczula, a poza tym ten z Dove zawiera drobinki, które osobiście do mnie nie przemawiają.

      Usuń
  4. Słyszałam o nim wiele dobrego podobno jest bardzo dobry, ja pewnie bym sobie z nim nie poradziła, wyglądałabym jak zebra :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musiałabyś się naprawdę bardzo postarać. Jego wystarczy dobrze wmasować i jest oki, jedynie trzeba uważać przy kostkach.

      Usuń
  5. Kupię sobie na czas jesieni i zimy, żeby nie być takim bladziochem ;) Zastanawiam się między Lirene a Dove :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie niestety większość kosmetyków Dove uczula, poza tym ten z Dove ma mikro drobinki

      Usuń
  6. zaczełam używać rok temu i uwielbiam! Pachnie niesamowicie. Ja uzywam chyba jaśniejszy wersji, daje świetny naturalny kolor i jest dosyć łatwy w obsłudze ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. własnie zerkam na niego przy odwiedzaniu drogerii, ale jeszcze się zastanawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja od urodzenia jestem "córką młynarza" i jak raz użyłam balsamu brązującego to wyglądałam dziwnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam taką skórę, która jeśli z białej zrobi się ecru to jestem już mocno opalona. A po takim balsami jak miałam naprawdę ciemną skórę wyglądałam jak klaun.

      Usuń
  9. Mam go i bardzo lubię, używałam w zimie przed studniówką i dobrze mnie "opalił", także mam nadzieję, że u Ciebie również w zimie się sprawdzi!:)

    OdpowiedzUsuń
  10. u mnie nigdy smug nie zostawial, zawsze pieknie wyglada :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Moja siostra go używa i jest zadowolona xD

    OdpowiedzUsuń
  12. Słyszałam wiele dobrego o tym balsamie brązującym :)
    Moim ulubieńcem w tej kwestii jest mleczko z Sun Ozon, ale dla odmiany chętnie zobaczę jak ten delikwent się u mnie sprawdzi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Używałam go kiedyś, ale nie podobał mi się efekt jaki daje - byłam strasznie pomarańczowa.

      Usuń
  13. znam. jest dobry, ale w wersji do ciemnej karnacji :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Lubię go, daje delikatny efekt (dopiero jak użyję 2-3 razy to coś tam widać) i jak dla mnie ładnie pachnie kawą, nie czuję smrodku ;P

    OdpowiedzUsuń
  15. lubie go i ja efekty całkiem zadowalajace..i wielofunkcyjne dziąłanie :)

    OdpowiedzUsuń
  16. stary, dobry balsam brązujący Lirene :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Lubię ten balsam, używam go od niedawna, ale moim zdaniem jest lepszy od Dove, bo nie śmierdzi aż tak bardzo i nie robi smug :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Dobrze, że wersja do ciemnej karnacji sprawdziła się lepiej niż moja do jasnej. Ja się jednak zraziłam do tej serii i nie planuję kolejnych prób ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Dawno temu otrzymałam ten produkt od LIRENE, za żadko go używałam i niestety data ważności minęła.

    OdpowiedzUsuń
  20. ja tam nie używam takich rzeczy, kupiłam piankę z lirene, ale oczywiście narobiłam sobie plam na dłoniach :D
    jak korzystać z samoopalacza,żeby nie mieć 'brudnych rąk i palców' :D

    uwielbiam słońce, idę się dziś uczyć na plażę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a jak 'opalić' dłonie :D

      Usuń
    2. Reszta która została na rękawiczkach smarujesz dłonie bez wewnętrznej strony :)

      Usuń
    3. chyba odważę się jeszcze raz spróbować tej pianki, użyłam jej raz i w sumie skutecznie się zniechęciłam :P

      Usuń
    4. ja zawsze nakladam na wacik.kosmetyczny troche samoopalacza kiedy sciagam rekawiczki i sie sprawdza :)

      Usuń
    5. ja zawsze nakladam na wacik.kosmetyczny troche samoopalacza kiedy sciagam rekawiczki i sie sprawdza :)

      Usuń
  21. Nigdy nie miałam tego balsamu,dawno temu zraziłam si do takich kosmetyków,po nieudanej próbie z Ziają,ale zachęciłaś mnie swoją opinią :)

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.