Farmona Herbal Care szampon z Miłorzębem Japońskim

Przed napisaniem tej recenzji przejrzałam wszystkie znane mi notki  czy informacje <KLIK> i  <KLIK> na temat "afery" która miała miejsce z miesiąc temu, jak również przejrzałam stronę Farmony. Szczerze nie chciałam już poruszać tego tematu, ale  nie mam wyjścia, a to dla tego że  informacje o nie zawieraniu SLS i innych drażniących składników zostały usunięte w raz ze składami kosmetyków tylko w przypadku 2 pierwszych opisów. Szampon, o którym chcę wam powiedzieć kilka słów jest 6 w kolejce.

Screen ze strony:  http://www.farmona.pl/pielegnacja-wlosow/herbal-care/

Nic więcej według  mnie nie trzeba mówić, a teraz do rzeczy.

Szampon pod względem opakowania niczym nie różni się od swojego pokrzywowego brata. Kształt, kolor, nakrętka, otwór, przez który dozujemy produkt. Zapach jest ziołowy, aczkolwiek mniej przyjemny od poprzednika, na szczęście nie utrzymuje się na włosach. Konsystencja jest bardziej lejąca przez co jego używanie, jest znacznie utrudnione.  Kosmetyk bardzo dobrze się pieni i czyści skórę głowy jak i włosy. Trzeba jednak wyrobić sobie swój sposób stosowania tego produktu, ponieważ zdarza mu się mocno splątać włosy. Podejrzewam, że szampon delikatnie przesuszył moje kłaczki, jednak nie w sposób bardzo drastyczny. 


Recenzja jest napisana odrobinę po macoszemu. Spowodowane to jest postępowaniem firmy.  Mam nadzieję, że żadna inna notka nie będzie miała takiego wydźwięku.
Na dzień dzisiejszy nie planuję, żadnych zakupów kosmetyków tej marki, uraz zostaje. Jednym produktem, do którego pewnie za jakiś czas wrócę będzie uwielbiany przez moje włosy Radical. 




Cena: ok 8zł/ 300ml

Przy okazji chciałabym was zaprosić do wzięcia udziału w konkursie zorganizowanym przez sklep internetowy Helfy.pl. Zadanie konkursowe polega na wyrażeniu opinii nt. wyglądu nowej strony i poruszania się po niej. http://helfy.com.pl/  Nagrodami są zaproszenia na zakupy w  sklepie Helfy.
Więcej informacji na stronie:  http://helfy.pl/konkursy/

12 komentarzy:

  1. Miałam z tej serii pokrzywowy.Mi jakoś SLS nie przeszkadza, ale skoro piszą, że go nie ma to ma go nie być. Ostatnio czytałam na blogu jednej dziewczyny, że nawet napisała do nich wiadomość w tej sprawie. Później jakoś nie zaglądałam na jej bloga, więc nie wiem jak to się skończyła.

    OdpowiedzUsuń
  2. Masakra , albo ten ktoś kto pisał skład nie wie co oznacza SLS , albo firma myśli że jesteśmy na tyle głupie, żeby tego nie zauważyć . ;/

    OdpowiedzUsuń
  3. No patrz...jak to firmy robią konsumentów w przysłowiowego 'balona'. Jak ktoś się nie zna i nie wie czym właściwie jest SLS, a jedynie wie, że to złe, to kupi taki produkt i się cieszy, że ma coś super. Ale są też tacy co się znają i firma wtedy traci na wiarygodności. Dobrze, że zwracasz na to uwagę.

    OdpowiedzUsuń
  4. mi też sls nie przeszkadza, lubiłam kiedyś całą tą serię. nawet ostatnio miałam kupić, ale przypomniałam sobie o projekcie denko :) Aferą się nie zajmuję ;) choć wiele w tej ściemie mi się nie podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Uuuła...nie wiedziałam o tej aferze. Ja się na składach nie znam, więc nawet nie wiem co to jest to SLS:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czyli niczego ich to nie nauczyło... Przykre :/

    OdpowiedzUsuń
  7. Copywriter mógł pisać ten tekst. Więc warto dowiedzieć się skąd pochodzi autor. Masa błędów w tekstach copywriterów to nic nowego.

    Ale fakt faktem fuszera jak nic!

    OdpowiedzUsuń
  8. sprawa już wyjaśniona jaki s czas temu. Farmona nie ma SLS (Lauryl) lecz SLES (Laureth) a to co innego. SLES jest łagodniejszy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tej notce nie odnosze się do samych SLS'ów a postępowania firmy, przeczytaj co napisałam przed pierwotną recenzją.

      Usuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.