Olay po raz drugi - równie pozytywnie...

Każda z nas szuka idealnego kremu na dzień.  Mi się jeszcze nie udało, a to ze względu na skład kosmetyku, o którym wam dzisiaj opowiem, ale wszystko po kolei.
Jakoś wzeszłym roku, w okolicy wiosny lub wczesnego lata na blogspocie był mały – wielki bum na emulsje nawilżającą z  Olay.



Wzbraniałam się przed tym produktem, a to dlatego, że bałam się tego średnio przyjemnego składu.  Zmieniłam zdanie gdy w pod czas wakacyjnej wymianki z Kasią dostałam próbkę tego kremu.
Gdy zużyłam swój ówczesny nawilżacz zdecydowałam się właśnie na tą emulsję, było to jakoś w  styczniu i wtedy też  zaczęłam go używać. Na dzień dzisiejszy minęło już 2,5 miesiąca codziennego stosowania, a zużycie wynosi 1/3 100ml jasno – różowej,  zakręcanej buteleczki. 


Wykonana jest ona z dość miękkiego plastiku jednak jej boki i denko są odrobinę sztywne, co może nieco utrudnić zużycie go do ostatniej kropli. Jeżeli chodzi o dozowanie nie ma żadnego problemu, a to dzięki idealnej wielkości  otworkowi, którego dużym plusem jest to że nie zasycha w nim produkt.


Konsystencja jest dość gęsta, ale pomimo to kremik  szybko się wchłania. Bardzo dobrze współgra z makijażem. Nie waży się, nie rozwarstwia.


A teraz najważniejsze czyli kwestia nawilżania, jest ono średnie w stronę dobrego. Po mimo tego w te duże mrozy nie radził sobie zbyt dobrze, ale tak naprawdę co wtedy dawało radę w 100%. Nie zauważyłam przez ten cały czas by produkt wpłynął niekorzystnie na stan mojej skóry.

Zapomniałabym dodać że kremik ma dość intensywny zapach, który na szczęście całkiem szybko się ulatnia. Pomimo wszystko to może być dla niektórych znaczący minus.

Reasumując polubiłam się z tym nawilżaczem, ale poszukam czegoś o bardziej naturalnym składzie.
  Może możecie mi coś polecić?

Cena: 15 – 20zł / 100ml

Wasza Yasminella









11 komentarzy:

  1. A ja lubię Olaya :) ale i tak dalej szukam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo lubiłam tą emulsję latem, bo była leciutka i dość dobrze nawilżająca.
    Polecam Ci kremy Lavery (zwłaszcza z dziką różą, jakiś czas temu go recenzowałam), Weledy. Altterra ma też w miarę naturalne składy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo lubie te emulsje chociaz na okres jesienno-zimowy w Polsce nie bardzo sie sprawdza w moim przypadku. Zaczelam ja uzywac na nowo na Wyspach i zupelnie inne odczucia, zmiana klimatu duzo robi.
    Nie bardzo doradze bo mnie wiekszosc rzeczy eko niezbyt dobrze sluzy:(

    OdpowiedzUsuń
  4. Olay jest mi obcy... W kwestii dobrego nawilżania - może kremy apteczne?

    OdpowiedzUsuń
  5. ja nabrałam ostatnio ochoty właśnie na tą emulsję lub ten kremik... na szczęście mi nie przeszkadza nienaturalny skład kosmetyków - istotne jest aby działał :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam tą emulsję i bardzo ją lubię. Okres zimowy "przespała" bo jak dla mnie była za słaba ale teraz już ją wyjęłam z szafki i zaczynam ją stosować.

    OdpowiedzUsuń
  7. nie używałam nic z olay. może sięgniesz po jakiś kosmetyk Alterry? one mają ciekawe składy. :) dziewczyny też chwalą kosmetyki z BabyDream, miałam jeden dobrze nawilżał, ale mnie zapychał (mimo dość krótkiego składu) ale ja tak mam właściwie z każdym kremem. ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja mam z olay hydrożel na dzień i krem na noc - dobrze nawilżają, miałam kupić tą emulsję, ale jednak wybrałam nawilżającą galaretkę :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Jeszcze nie próbowałam, ale zbieram się już od dłuższego czasu :)

    OdpowiedzUsuń
  10. miałam tą emulsję, różową, i bardzo dobre mam o niej zdanie, czego nie mogę powiedzieć o emulsji "złotej" dostałam okropnej wysypki a nie mam cery wrażliwej... mimo to starałam się rzetelnie przetestować kosmetyk, z dnia na dzień było coraz gorzej, po odstawieniu wróciło wszystko do normy... eh :) Swietny blog, bede zaglądac

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.