poniedziałek, 18 lipca 2016

Ostatnio po raz kolejny przekonałam się że nie można oceniać całej marki po jednym produkcie. Czy ja już nie zaczęłam w ten sposób jednego z wpisów dotyczących LPM? Nie wiem czy pamiętacie moje narzekania na klasyczny żel pod prysznic Le Petit Marseillais, nie? Nic prostszego musicie nadrobić ten wpis - Le Petit Marseillais delikatny żel pod prysznic biała brzoskwinia i nektarynka. Od tamtego czasu używałam już kilka kosmetyków, z którymi się polubiłam np: Mleczko nawilżające Le Petit Marseillais do bardzo suchej skórydo tej grupy dołączyły kremowe żele pod prysznic, jestem nimi oczarowana.




„Wyobraź sobie owoce liany zbierane z poszanowaniem zasad Fair Trade na najgorętszej wyspie Madagaskar. To laski wanilii, które suszone zaraz po zbiorze w promieniach palącego słońca uwalniają niepowtarzalny, pieszczący zmysły zapach mleczka waniliowego.
Wyjątkowa delikatność – formuła, jakiej pragnie Twoja skóra
Le Petit Marseillais Mleczko Waniliowe łagodnie myje Twoją skórę, czując jej najgłębsze potrzeby. Aksamitna, łatwa do spłukania piana zniewala zachwycająco słodkim zapachem. Twoja skóra ma to, o czym marzy – jest gładka, nawilżona i odżywiona!" 
„Maliny i piwonie uwielbiają promienie śródziemnomorskiego słońca. Malina jest owocem szczególnie cenionym za apetyczny, pełen aromatu zapach. Wiosną piwonie rozświetlają ogrody swymi dużymi kwiatami o niezwykle charakterystycznej woni.
Wyjątkowa delikatność - formuła, jakiej pragnie Twoja skóra
Le Petit Marseillais Malina i Piwonia delikatnie oczyszczają Twoją skórę. Aksamitna, łatwa do spłukiwania piana uwalnia owocowy, świeży i aromatyczny zapach, który rozbudzi Twoje zmysły. Twoja skóra pięknieje – jest miękka, nawilżona i odżywiona! 


Obydwa warianty zapachowe są rewelacyjne! 

Delikatne, aczkolwiek wyraźne zapachy pozwalają się zrelaksować, nie przytłaczając przy tym swoją intensywnością. Nie utrzymują się mocno na skórze, co dla mnie jest zdecydowanym plusem ponieważ lubię używać intensywnych perfum, które w połączeniu z inną kompozycją zapachową tracą swój urok.


Po nie miłych wspomnieniach pozostawionych przez klasyczną wersją żeli, konsystencja tych kremowych miło mnie zaskoczyła. Jest ona średnio gęsta, co korzystnie wpływa na wydajność kosmetyku. Żel jest jakby aksamitny w kontakcie ze skórą, dzięki czemu zmiękcza wodę co chroni skórę przed nadmiernym wysuszaniem. W serii znajdziemy jeszcze 4 innych wersji zapachowych.



Najbardziej kusi mnie mleczko migdałowe i mleko. 

Lubicie te żele? Jaki zapach jest waszym ulubionym?

______________________
Źródło: 

piątek, 15 lipca 2016

Czerwiec niestety był dla mnie stresujący, na szczęście jego końcówka przyniosła wiele nowych początków. Nie będę opowiadać co się działo, bo to nie oto chodzi. W jednym z wpisów tłumaczyłam Wam czemu nie chciałam publikować nowych postów w ciężkim okresie, tutaj chodzi o pozytywną energię, dlatego dzisiaj skupimy się na samych przyjemnych migawkach z minionego miesiąca.


Nowości kosmetyczne, jak co miesiąc były miłymi niespodziankami.


Nareszcie mogłam zacząć używać nowego serum Clareny 3 Phase O2xylogic Jest to 3 - fazowego serum z 8% tlenem. Z tego co się orientuje jest to najwyższe stężenie dostępne na rynku. Pierwsze wrażenie było bardzo pozytywne, ciekawa jestem jak będzie się sprawdzało przy dłuższym stosowaniu. Kolejnymi nowościami w mojej pielęgnacji są dwa kremy z Gealenic jeden pod od oczy, a drugi do twarzy. Jest to jedna z bratnich marek Avene.


Uwielbiam maski algowe! Pozwalają się zrelaksować, a efekty są nieziemskie! Dzięki wielu rodzajom, oraz możliwości dopasowania produktów użytych przed jej aplikacją, można zadziałać na konkretny problem. Latem skupiam się na nawilżaniu, a zimą i jesienią na regeneracją z witaminą C. Zdradzę wam sekret szykuje wpis właśnie o maskach algowych.
Ulubieńcem czerwca jest bez apelacyjnie szczoteczka soniczna z DermoFuture Precison, której poświęciłam osobny wpis.


Czerwiec pierwszy letni miesiąc, moment kiedy pojawiają się owoce oraz różne smakołyki sezonowe, a z mojego jadło spisu niemal całkowicie znika mięso.


Wyższe temperatury sprzyjają przesiadywaniu na świeżym powietrzu. Dla mnie jest to idealna aura do pracy. Ciepłe letnie powietrze, spacerujący ludzie i duża filiżanka kawy. Zaczęłam się nawet ostatnio zastanawiać nad zakupem 11 calowego lekkiego laptopa. Na chwilę obecną skłaniam się ku Macbook Air, jest zdecydowanie najlżejszy ponieważ waży tylko 1kg. może ktoś z Was korzysta z tego sprzętu i może się opinią.
Staram się przeczytać jedną książkę miesięcznie, wiem że to bardzo mało, ale niestety nie zawsze udaje mi się osiągnąć i ten cel. Nie ma się czym chwalić. W czerwcu sięgnęłam po "Sekrety urody Koreanek". Początkowo nie planowałam jej zakupu jednak po poznaniu Charlotte Cho poczułam nie odpartą chęć zapoznania się z tą pozycją.

Jak już wspominałam czerwiec był dla mnie niezwykle intensywny, ale pomimo to mogę zaliczyć go do udanych, jak to się mówi nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.

piątek, 8 lipca 2016

Zeszło roczne trendy w stylizacji paznokci jednoznacznie wskazywały na neony. W tym roku jest podobnie, aczkolwiek o podium walczą również pastele, w stronę których się skłaniam. Nie zawsze jednak sięga po czyste, jasne, pastelowe odcienie, ostatnio upodobałam sobie lekko przybrudzone kolory i o takich będę wam opowiadać w najbliższym czasie. Jednym z moich ostatnich ulubieńców jest Semilac Indian Roses 097.


Moim zdaniem jest to bardzo nie typowy kolor, z jednej strony neutralny różo – beż, a z drugiej strony jeden z niewielu odcieni, który moim zdaniem koresponduje ze swoją nazwą. Nie wiedzieć czemu kojarzy mi się z Pocahontas. Pełne krycie dają standardowo dwie cienkie warstwy. Konsystencja niczym nie odbiega od pozostałych lakierów Semilac. Zdejmowanie również nie sprawia problemów po dokładnym spiłowaniu top coat'u wystarczy 5 minut w sreberkach z acetonem. 



Jakie inne odcienie hybryd są przybrudzonymi pastelami? (nie koniecznie z Semilac).


CIEKAWOSTKA!

Na pewno znacie klasyczną metodę aplikacji słynnego pyłku z Indigo, ale czy wiecie, że istnieje też inny sposób dający efekt zamrożonych paznokci? Jeżeli jesteście ciekawi jak poprawnie nałożyć syrenkę obiema metodami koniecznie obejrzyjcie ten filmik.


wtorek, 5 lipca 2016

Nawilżanie skóry jest jednym z najważniejszych kroków w pielęgnacji skóry, tuż obok oczyszczania i złuszczania. Stale szukam produktów, które spełnią moje oczekiwania w każdym calu. Nie zrozumcie mnie źle nie oznacza to że działanie produktów, o których piszę jest złe, po prostu nie zawsze zadowalają mnie w pełni, czasem jest to kwestia konsystencji czy zapachu. W dzisiejszych czasach dostępnych jest tyle różnych kosmetyków, że nie szukanie ideału byłoby najzwyczajniej w świecie głupie. Zastanawiacie się pewnie czy znalazłam już jakieś perełki? Owszem jedną z nich jest krem pod oczy Snail Code, o którym wspominam już od prawie roku. Nie wyobrażam sobie co zrobię kiedy mi się skończy a denko jest już widoczne. No cóż chyba będę musiała ściągnąć go z Bułgarii. Wróćmy jednak do bohatera dzisiejszego wpisu.


Ultra nawilżające serum Sothys trafiło w moje ręce całkiem przypadkiem podczas cyklu szkoleń, w których miałam przyjemność uczestniczyć. Zanim jednak opowiem o nim dokładniej chciałabym zwrócić Waszą uwagę na filozofię marki.
„SOTHYS to nie tylko ekskluzywna, francuska firma rodzinna, ale również nowoczesna koncepcja pielęgnacji twarzy i ciała przeznaczona dla salonów piękności oraz gabinetów kosmetycznych oraz SPA.

Imieniem Sothys starożytni Egipcjanie nazywali najjaśniejszą gwiazdę na niebie, symbolizującą wielką urodę. Dzisiaj wizerunek egipskiej boginki widnieje na szyldach salonów kosmetycznych i na opakowaniach produktów do profesjonalnej pielęgnacji skóry.

Marka proponuje swoim klientom produkty do zabiegów kosmetycznych oraz do codziennej pielęgnacji domowej twarzy i ciała. Oferuje trzy grupy zabiegów do twarzy: podstawowe, zabiegi przeznaczone dla konkretnych rodzajów skóry oraz specjalistyczne zabiegi z unikalnym masażem, zwiększającym skuteczność produktów.
Silnym symbolem podkreślającym szacunek marki do przyrody i jej naturalnych dóbr, które czerpie ze swoich ogrodów Les Jardins Sothys ™ jest uczestnictwo w projekcie Eco-packaging Charter. Projekt zobowiązuje markę Sothys do produkowania eko-opakowań według norm ISO 14001 z sierpnia 2010 roku.”
Skupmy się teraz na samym kosmetyku. Opakowanie jak to przy produktach gabinetowych bywa jest minimalistyczne nie zdradzające żadnych szczegółów o swojej zawartości. Aplikator w formie klasycznej pompki działa, bez zarzutu, nie zacina się, dozuje odpowiednią ilość preparatu. W przypadku mojej suchej skóry czasem zdarza się że decyduje się na podwójną dawkę.


Konsystencja kojarzy mi się z lekkim kremo- żelem na dzień, nic bardziej mylnego! Ta nie pozorna forma kryje w sobie kompozycję głęboko nawilżających składników o przedłużonym działaniu. W składzie znajdziemy między innymi:

- 1055 boletus extract ekstrakt z borowika - wzrost syntezy kwasu hialuronowego, wzrost syntezy filagryny . Inaktywacja wolnych rodników.
- kwas hialuronowy LMW (mała masa cząsteczkowa) - zachowuje właściwości komórek macierzystych naskórka. Wzmacnia procesy regeneracji, zwiększa grubość naskórka
- fosfolipidy biomimetyczne - uzupełnienie naturalnych fosfolipidów naskórka. Przywrócenie funkcji barierowej naskórka.
- ekstrakt z grochu - chroni komórki macierzyste. Wzmacnia potencjał regeneracyjny naskórka
- kompleks botaniczny - działa na proteiny błony podstawnej w naskórku. Przywraca komunikację i wymianę między skórą i naskórkiem.”

Na szczęście bogaty skład nie wpływa na wchłanialność, nałożony cienko wchłania się w mgnieniu oka, a grubiej pozostawia na skórze lekki film, który idealnie sprawdzi się w wieczornej pielęgnacji lub bezpośrednio po zabiegach kosmetycznych. W obydwu sytuacjach cera jest dobrze nawilżona i widocznie bardziej elastyczna. Przy regularnym stosowaniu suche skórki odchodzą w niepamięć, a płytkie zmarszczki mimiczne mniej lub całkowicie niewidoczne. Zapach jest dla mnie bardzo ciężki do określenia, producent opisuje go jako połączenie kwiatowo, wodno, piżmowe.


Zdaję sobie sprawę, że jest to kosmetyk stosunkowo drogi w porównaniu do tych, o których piszę zazwyczaj. Jednak jest on warty swojej ceny. (Chyba) Żaden z kosmetyków, których używałam wcześniej, nie dawał tak zadowalających efektów.

Znacie Sothys?


środa, 29 czerwca 2016

Podczas drugiej edycji Konferencji Meet Beauty miałam okazję uczestniczyć w warsztatach marki Indigo, prowadzonych przez Katarzynę Zbroińską, która oczarowała mnie nie tylko swoją osobowością i wiedzą, ale również gamą kosmetyków do pielęgnacji Indigo. Jednym z nich jest zapachowe masło shea, na którym bazuje autorski zabieg Kasi – Manicure Shea Indigo Spa.

MASŁO SHEA? CO TO W OGÓLE JEST?
Zanim jednak opowiem Wam o zabiegu skupmy się na właściwościach samego masła shea. „Jest to olej roślinny uzyskiwany z owoców drzewa shea. W postaci świeżej, nieprzetworzonej ma konsystencję pasty, barwę białawą, jest niemal bezwonny i ma bardzo słabo wyczuwalny smak. Zawiera kwasy jednonienasycony oleinowy (ok. 45-50%), kwasy nasycone: stearynowy (około 40%) oraz kwas palmitynowy (około 4%). W maśle znajduje się znaczna ilość fitosteroli:
  • kamesterol - działa przeciwzapalnie oraz zapobiega zapaleniom stawów; 
  • stigmasterol - prekursor witamy D3; 
  • beta-sitosterol - pomaga przy wypadaniu włosów; 
  • alfa-spinosterol - środek przeciwzapalny. 
W kosmetyce wykorzystywane jest jako środek nawilżający, zmiękczający skórę, kojący, uelastyczniający, przeciwzmarszczkowy, chroniący przed promieniami UV, przedłużający opaleniznę.”

Niestety nie udało mi się znaleźć składu INCI tego produktu, co za tym idzie niestety nie wiem czy rzeczywiście jest to czyste masło shea jedynie z dodatkiem nut zapachowych. Jego konsystencja – lekkie grudki rozpuszczające się pod wpływem ciepła na to wskazuje, ale jak jest nie wiem. Gama zawiera 8 wersji zapachowych, które nawiązują do perfum, co ma pozwolić na zadowolenie wszystkich klientek.


WYKONANIE ZABIEGU MANICURE SHEA INDIGO SPA.

Manicure Shea Indigo Spa – jest to manicure wzmacniający naturalne paznokcie. Działa silnie regenerująco na paznokcie, zwiększa ich wytrzymałość na urazy, zabezpiecza przed pękaniem i rozdwajaniem. Dodatkowo odżywia i przeciwdziała starzeniu się skóry.

Przejdźmy do wykonania:

1. Dezynfekcja oraz ocena stanu dłoni i paznokci. ( nie pomijajcie tego kroku nawet jeżeli wykonujecie zabieg w domu)

2. Oczyszczenie płytki, odsunięcie skórek patyczkiem drewnianym lub kopytkiem.

3. Usunięcie skórek za pomocą żelu do skórek lub/i cążkami.

4. Skrócenie i wyrównanie płytki pilnikiem o gradacji min. 180.

5. Wygładzenie nierówności płytki polerką o gradacji min. 240.

6. Aplikacja Masła Shea Indigo Spa na płytkę paznokciową.

7. Wpolerowanie masła w płytkę o polerką o gradacji min. 4000.

8.Ponowna aplikacja masła i jego wpolerowanie.

9. Wmasowanie masła w dłonie.

Jeżeli po przeczytaniu samego opisu czujecie się niepewnie koniecznie obejrzyjcie ten filmik, w którym Kasia pokazuje krok po kroku jak wykonać zabieg.




EFEKTY.
Muszę się wam przyznać, że sama bardzo rzadko korzystałam z tego zabiegu, myślicie pewnie dlaczego? No cóż nie lubię na długo rozstawać się z hybrydą. To jest właśnie jeden z minusów Manicure Shea, po jego wykonaniu przez kilka dni nie maluje się paznokci, ani nie wykonuje się żadnej stylizacji, a wszystko ze względu na bardzo duże natłuszczenie płytki. Nie znaczy to jednak, że nie miałam okazji obserwować efektów jakie daje tez zabieg wykonywany regularnie. Przez około 1,5 miesiąca testowałam go na moich najbliższych z częstotliwością raz w tygodniu. Po takiej serii paznokcie stały się bardziej elastyczne, odporne na urazy i pięknie się błyszczały. Skorzystały również skórki, które przestały się zadzierać i stały się delikatniejsze.

Kasia o tym nie wspomina, ale moim zdaniem ze zrobieniem manicure shea, tak jak w przypadku manicure japońskiego powinniśmy odczekać około tygodnia, by płytka mogła chwilę odpocząć.

Jeżeli macie jakiekolwiek pytania śmiało piszcie.



poniedziałek, 27 czerwca 2016

Na blogu powiało nudą przez kilka, a może kilkanaście dni nie było nowego wpisu, nie było mnie na waszych blogach. Czasem się tak dzieje, że życie wywraca się do góry nogami, na nic nie mamy ochoty, do niczego nie możemy się zmotywować. Nie chcę pisać dla Was na siłę, nie chcę przekazywać negatywnej energii, dlatego zdecydowałam się na krótką przerwę, podczas której udało mi się poukładać wszystko co się rozsypało. Jakie z tego płyną korzyści dla Was? Mam głowę pełną pomysłów, które stopniowo będę wprowadzała w życie. 

***

Wiele razy zastanawiałam się nad zakupem szczoteczki elektrycznej czy sonicznej do mycia twarzy, pomijając ich wysoką cenę skutecznie odstraszała mnie obawa, że mogą być one zbyt mocne dla mojej skóry – tłustawe czoło i policzki na których widoczne są naczynka oraz suchy nos i broda.
Los się do mnie uśmiechnął i dzięki uprzejmości marki DermoFuture Precision w moje ręce trafiła szczoteczka soniczna.


„SZCZOTECZKA SONICZNA DO OCZYSZCZANIA TWARZYREWOLUCYJNY SYSTEM OCZYSZCZANIA TWARZY DLA KAŻDEGO RODZAJU SKÓRY
Szczoteczka soniczna Dermofuture Technology usuwa dogłębnie pozostałości brudu, tłuszczu i makijażu:

  • usuwa martwy naskórek
  • ujędrnia skórę
  • za pomocą pulsacji idealnie oczyszcza skórę
  • łagodne i higieniczne silikonowe wypustki są dopasowane do potrzeb każdego rodzaju skóry
  • grubiej rozstawione wypustki są przeznaczone do dogłębnego oczyszczania kącików
  • nie wymaga wymiany szczoteczki
  • w 100% wodoodporna
Sposób użycia: Wystarczy tylko 1 minuta codziennie rano i wieczorem, aby skóra była czysta i odświeżona.
OCZYSZCZANIE – SPOSÓB UŻYCIA:
Usuń makijaż.
Nałóż produkt oczyszczający na szczoteczkę lub na wilgotną cerę.
Naciśnij środkowy guzik, aby uruchomić urządzenie.
Zintegrowany timer przeprowadzi przez proces oczyszczania.
Po 60 sekundach umyj urządzenie wodą z mydłem.”
Szczoteczka wykonana jest z miękkiego jakby satynowego silikonu, który jest bardzo przyjemny w dotyku. Cała konstrukcja jest wodoodporna, jednak pomimo zapewnień producenta nie ryzykowałabym jej całkowitego zanurzenia. Jej powierzchnia została podzielona na 3 części, najmniejsze wypustki mają funkcję czyszczącą, większe masującą, a poziome znajdujące się z tyłu urządzenia kosncentryczną, której zadaniem jest podniesienie owalu twarzy. 



Masaż twarzy zawsze zaczynam od dołu ku górze tzn- szyja, żuchwa, policzki, nos i czoło, taka kolejność pozwala chociaż w minimalnym stopniu zniwelować działanie grawitacji. Oprócz tego regulowana siła mikromasażu pozwala na rozluźnienie mięśni twarzy oraz poprawę krążenia. Po kilku może kilkunastu użyciach zauważyłam, że moja cera stała się bardziej świetlista, pory lepiej oczyszczone, a ślad po suchych skórkach zaginął.
Zauważyłam, że szczoteczka lepiej sprawdza się z produktami w formie pianek, lub wcześniej spienionym i nałożonym na wilgotną cerę żelem.



Na powyższym filmie, znajdziecie kilka dodatkowych szczegółów na temat szczoteczki, a także będziecie mogli dokładnie się jej przyjrzeć. 
Reasumując. Zdaję sobie sprawę z tego, że jest to tylko i wyłącznie gadżet, bez którego spokojnie można się obyć. Pomimo to bardzo polubiłam jego używanie, jest to mój mały wieczorny rytuał, który korzystnie wpływa nie tylko na stan skóry, ale również pozwala mi się zrelaksować po ciężkim dniu.
Na blogu powiało nudą przez kilka, a może kilkanaście dni nie było nowego wpisu, nie było mnie na waszych blogach. Czasem się tak dzieje, że życie wywraca się do góry nogami, na nic nie mamy ochoty, do niczego nie możemy się zmotywować. Nie chcę pisać dla Was na siłę, nie chcę przekazywać negatywnej energii, dlatego zdecydowałam się na krótką przerwę, podczas której udało mi się poukładać wszystko co się rozsypało. Jakie z tego płyną korzyści dla Was? Mam głowę pełną pomysłów, które stopniowo będę wprowadzała w życie. 

***

Wiele razy zastanawiałam się nad zakupem szczoteczki elektrycznej czy sonicznej do mycia twarzy, pomijając ich wysoką cenę skutecznie odstraszała mnie obawa, że mogą być one zbyt mocne dla mojej skóry – tłustawe czoło i policzki na których widoczne są naczynka oraz suchy nos i broda.
Los się do mnie uśmiechnął i dzięki uprzejmości marki DermoFuture Precision w moje ręce trafiła szczoteczka soniczna.


„SZCZOTECZKA SONICZNA DO OCZYSZCZANIA TWARZYREWOLUCYJNY SYSTEM OCZYSZCZANIA TWARZY DLA KAŻDEGO RODZAJU SKÓRY
Szczoteczka soniczna Dermofuture Technology usuwa dogłębnie pozostałości brudu, tłuszczu i makijażu:

  • usuwa martwy naskórek
  • ujędrnia skórę
  • za pomocą pulsacji idealnie oczyszcza skórę
  • łagodne i higieniczne silikonowe wypustki są dopasowane do potrzeb każdego rodzaju skóry
  • grubiej rozstawione wypustki są przeznaczone do dogłębnego oczyszczania kącików
  • nie wymaga wymiany szczoteczki
  • w 100% wodoodporna
Sposób użycia: Wystarczy tylko 1 minuta codziennie rano i wieczorem, aby skóra była czysta i odświeżona.
OCZYSZCZANIE – SPOSÓB UŻYCIA:
Usuń makijaż.
Nałóż produkt oczyszczający na szczoteczkę lub na wilgotną cerę.
Naciśnij środkowy guzik, aby uruchomić urządzenie.
Zintegrowany timer przeprowadzi przez proces oczyszczania.
Po 60 sekundach umyj urządzenie wodą z mydłem.”
Szczoteczka wykonana jest z miękkiego jakby satynowego silikonu, który jest bardzo przyjemny w dotyku. Cała konstrukcja jest wodoodporna, jednak pomimo zapewnień producenta nie ryzykowałabym jej całkowitego zanurzenia. Jej powierzchnia została podzielona na 3 części, najmniejsze wypustki mają funkcję czyszczącą, większe masującą, a poziome znajdujące się z tyłu urządzenia kosncentryczną, której zadaniem jest podniesienie owalu twarzy. 



Masaż twarzy zawsze zaczynam od dołu ku górze tzn- szyja, żuchwa, policzki, nos i czoło, taka kolejność pozwala chociaż w minimalnym stopniu zniwelować działanie grawitacji. Oprócz tego regulowana siła mikromasażu pozwala na rozluźnienie mięśni twarzy oraz poprawę krążenia. Po kilku może kilkunastu użyciach zauważyłam, że moja cera stała się bardziej świetlista, pory lepiej oczyszczone, a ślad po suchych skórkach zaginął.
Zauważyłam, że szczoteczka lepiej sprawdza się z produktami w formie pianek, lub wcześniej spienionym i nałożonym na wilgotną cerę żelem.



Na powyższym filmie, znajdziecie kilka dodatkowych szczegółów na temat szczoteczki, a także będziecie mogli dokładnie się jej przyjrzeć. 
Reasumując. Zdaję sobie sprawę z tego, że jest to tylko i wyłącznie gadżet, bez którego spokojnie można się obyć. Pomimo to bardzo polubiłam jego używanie, jest to mój mały wieczorny rytuał, który korzystnie wpływa nie tylko na stan skóry, ale również pozwala mi się zrelaksować po ciężkim dniu.